Półka Sukcesu

wtorek, 17 sierpnia 2010

Konkurs inwestycyjny





Konkurs inwestycyjny


Konkurs polega na odpowiedzeniu na kilka bardzo prostych pytań na temat funduszy inwestycyjnych.


Uczestnikiem Konkursu może być wyłącznie osoba fizyczna, która ukończyła 25 lat.


Aby wziąć udział w Konkursie, należy wypełnić ankietę oraz udzielić odpowiedzi na Pytanie Konkursowe, które brzmi: „Proszę opisać, dlaczego zainwestował(a)by Pan(i) pieniądze w fundusze inwestycyjne przez internet i w jaki sposób zachęcił(a)by Pan(i) do tego swoich znajomych?”. Spośród Odpowiedzi na to pytanie Organizator wybierze najlepsze propozycje.


Nagroda w Konkursie składa się z dwóch części: nagrody rzeczowej w postaci jednostek uczestnictwa w wybranym przez Laureata funduszu, zarządzanym przez Fundatora oraz wartości pieniężnej.


Zwycięzca konkursu otrzyma jednostki uczestnictwa odpowiadające równowartości 3500zł netto.


Przyjmowanie zgłoszeń do Konkursu trwa od 4 sierpnia 2010 r. do 4 listopada 2010.


Kliknij, aby wziąć udział w konkursie





środa, 4 sierpnia 2010

KONKURS: Przyślij zdjęcie - wygraj wakacje :)




mBank zaprasza do wzięcia udziału w konkursie fotograficznym z szansą na wygranie wymarzonych wakacji. Ty wybierzesz zwycięzców!


Co należy zrobić, aby mieć taką możliwość?

Wystarczy między 22 czerwca a 15 września 2010 r. wykupić ubezpieczenie podróżne mDirect (zrobisz to po zalogowaniu do Twojego panelu administracyjnego w mBanku) i przesłać na adres mDirect@mBank.pl swoje najładniejsze zdjęcie z wakacji. mBank wybierze 10 najlepszych prac i nagrodzi autorów torbami podróżnymi firmy JanSport.


W e-mailu ze zdjęciem z wakacji należy podać swoich dane osobowe: imię, nazwisko, miasto zameldowania, numer telefonu komórkowego zarejestrowanego w systemie mBanku oraz poniższe oświadczenie:


"Oświadczam, iż zapoznałem się z Regulaminem konkursu "Bezpieczne wakacje z mBankiem" i akceptuję postanowienia Regulaminu. Wyrażam zgodę na zamieszczenie przesłanego przeze mnie zdjęcia - pracy konkursowej w konkursie "Bezpieczne wakacje z mBankiem" - na stronie konkursu pod adresem www.mBank.pl".


Pobierz Regulamin konkursu w formacie pdf


Na autorów trzech zdjęć czekają vouchery podróżne o wartości 5 000 PLN, 3 000 PLN oraz 1 500 PLN. Wybierzesz ich Ty!

16 września 2010 r. 10 najlepszych zdjęć zostanie opublikowanych na stronie konkursowej i będą one poddane Waszej ocenie. Na najlepsze Waszym zdaniem prace będziecie mogli głosować do 19 września 2010 r. poprzez specjalną ankietę, która wtedy zostanie opublikowana. Trzy zdjęcia, które zdobędą największą ilość głosów zostaną nagrodzone voucherami o wartości kolejno 5 000 PLN, 3 000 PLN oraz 1 500 PLN. Pozostałych siedmiu Laureatów zostanie nagrodzonych voucherami o wartości 100 PLN.


Nie zapomnij kupić ubezpieczenia podróżnego mDirect w mBanku. To jest podstawowy warunek udziału w konkursie.


Dlaczego warto skorzystać z oferty ubezpieczenia podróżnego w mBanku?


- atrakcyjna cena,
- ubezpieczenie kupisz online w klika minut,
- ochrona ubezpieczeniowa może rozpocząć się już po 2 godzinach od złożenia wniosku,
- możesz ubezpieczyć siebie, swoją rodzinę, znajomych,
- numer polisy otrzymasz SMS-em.


Jak skorzystać z ubezpieczenia?


Aby kupić ubezpieczenie, złóż wniosek o otwarcie bezpłatnego eKONTA. Po aktywacji konta możesz w pełnym zakresie korzystać z oferty ubezpieczeniowej mBanku, a dodatkowo zyskasz bezpłatny rachunek w nowoczesnym Banku.

środa, 30 czerwca 2010

Fundusz inwestycyjny Aviva Investors




Co to właściwie jest fundusz inwestycyjny? To pula pieniędzy, do której dopłaca wielu różnych inwestorów. Każdy z funduszy należy do jakiejś „rodziny”, czyli do Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI). Zatrudniają one specjalistów, którzy starają się jak najszybciej pomnożyć zgromadzoną gotówkę. W każdej chwili możesz dołożyć swoje pieniądze do tej puli, kupując jednostki uczestnictwa funduszu. Wycofujesz pieniądze, sprzedając jednostki uczestnictwa.


Dzisiaj chcę Ci przedstawić Aviva Investors, który ma do zaoferowania m.in.:


• wysokie zyski - 83% zarobił Aviva Investors Małych Spółek w 2009 roku,
• brak opłat wstępnych tylko do końca lipca 2010 roku,
• 11 funduszy w ramach funduszu parasolowego,
• pierwsza wpłata już od 1 000 zł, kolejne od 100 zł.


Aviva Investors w Polsce:


• od 8 lat osiąga bardzo dobre wyniki inwestycyjne,
• zarządza funduszami o wartości prawie 10 mld zł,
• jest laureatem nagrody „Złoty Portfel 2009" i liderem rankingów niezależnych ekspertów.


Indywidualny zysk z inwestycji zależy od wartości jednostki uczestnictwa w momencie jej zbycia i odkupienia przez Fundusz oraz od wysokości opłaty manipulacyjnej i podatku od dochodów kapitałowych.

Więcej szczegółów


wtorek, 29 czerwca 2010

Kursy i szkolenia finansowe




Na okres wakacji także zaplanowaliśmy szkolenia.


W lipcu: Poznań, Kraków, Łódź, Szczecin, Warszawa, Gdańsk
http://tinyurl.com/yflcatb


Są już nowe opinie uczestników z poprzednich 52-u edycji szkolenia:
http://tinyurl.com/38eferr


Dla przypomnienia:
-------------------


Dla kogo szkolenie:
- dla początkujących inwestorów,
- dla osób zastanawiających się, czy warto wybrać fundusze inwestycyjne,
- dla posiadających polisy inwestycyjne Axa, Aegon, Skandia, Generali,
- dla doradców finansowych.


Co na szkoleniach:
- zamiast teorii sama praktyczna wiedza,
- omówienie strategii inwestowania długoterminowych oraz krókoterminowych,
- zasady doboru funduszy,
- mity inwestowania, przez które większość inwestorów biernie traci.


Motto: Aby skutecznie inwestować nie trzeba być ekspertem.


Prowadzący szkolenie: Remigiusz Stanisławek, "człowiek, który przewidział bessę" - w wywiadzie we wrześniu 2007 (czyli przed kryzysem) ostrzegał, w jaki sposób zarządzać pieniędzmi zainwestowanymi w fundusze. Praktyk, prywatny inwestor i obiektywny analityk rynku funduszy.


Na szkoleniach nie sprzedaje się funduszy inwestycyjnych - dzięki czemu uczestnicy usłyszą tę wiedzę, o której najczęściej nie powie sprzedawca, a doradcy finansowi usłyszą to, o czym nie mówi się na szkoleniach sprzedażowych.


Terminy najbliższych szkoleń to:


- Kraków, 10.07
- Poznań, 11.07
- Łódź, 17.07
- Szczecin, 18.07
- Gdańsk, 30.07
- Warszawa, 31.07


Dlaczego warto wziąć udział?
-----------------------------------------------
O funduszach mówi się i pisze... Przekonuje się inwestorów, że nie będąc ekspertem nie warto brać się za inwestowanie, bo przecież nie przewidzimy przyszłości.


Fakt - przyszłości nie przewidzimy. Ale zamiast przewidywać przyszłość, wystarczy reagować na to, co już się wydarzyło. Czyli w oparciu o fakty podejmować bardzo skuteczne decyzje.


Szkolenie to wyłącznie praktyczna wiedza. I co najważniejsze - pokazuje narzędzia, dzięki którym na zastosowanie zasad poznanych na szkoleniu nie trzeba poświęcać więcej niż pół godziny w miesiącu.


Na koniec ważna informacja
----------------------------
Autor i jednocześnie prowadzący szkolenia zapewnia, że jeżeli z jakiegokolwiek powodu po szkoleniu uznasz, że nie spełniło Twoich oczekiwań, otrzymasz zwrot wpłaconych pieniędzy.


ZAPISZ SIĘ TERAZ


Pozdrawiam,
Grażyna Stanisławek



sobota, 26 czerwca 2010

Kiedy warto kupować akcje




Kiedy akcje są naprawdę tanie i warte zakupu?


W poniższym artykule znajdziesz odpowiedzi na następujące pytania:


•Które akcje są tanie i jak to prosto zbadać?
•Jak znaleźć na warszawskiej giełdzie spółki nie tylko tanie, ale również zdrowe?
•Czy są na GPW firmy, które z dużym prawdopodobieństwem przetrwają i będą generować zyski, a tym samym pozwolą zarobić akcjonariuszom?
•W jaki sposób je znaleźć i ocenić oraz jak podobną analizę przeprowadzić w przyszłości samemu, nie poświęcając na to więcej niż kilkadziesiąt minut?


Co to znaczy, że akcje są tanie fundamentalnie?


By stwierdzić czy akcje spółki na giełdzie są tanie nie wystarczy znajomość jej aktualnej ceny. Musimy mieć jeszcze punkt odniesienia, dzięki któremu będziemy mogli porównać akcje między sobą i wybrać te najtańsze. Pomocne okazują się tutaj wskaźniki analizy fundamentalnej.


Pierwszym wskaźnikiem, powszechnie dostępnym, jest Cena do Wartości Księgowej C/WK. Mówi on nam ile płacimy za 1 złotówkę majątku (aktywów) netto spółki. Jeżeli kupujemy akcje poniżej wartości księgowej (wskaźnik mniejszy niż 1), to akcje spółki w teorii powinny być niedowartościowane fundamentalnie. Więc w dłuższym terminie transakcja powinna być zyskowna.


Warto jednak w tym momencie dodać, że Benjamin Graham, od którego Warren Buffet uczył się tajników inwestowania, twierdził, że sama cena niższa od wartości księgowej to nie wszystko. W obliczaniu wartości księgowej uwzględniał jedynie majątek, który można szybko spieniężyć. Od niego odejmował zobowiązania (zadłużenie) firmy. Jeśli okazywało się, że tak liczony majątek był mniejszy od zobowiązań to spółkę odrzucał jako potencjalnie niebezpieczną. Wskaźnik wykorzystujący te dane nazywany jest dziś wskaźnikiem Ceny do Wartości Księgowej Grahama (w skrócie C/WK Grahama) i jego właśnie możemy z łatwością używać jako drugiego do wyznaczenia ceny akcji. W przypadku, gdy jego wartość była poniżej jedynki, a najlepiej poniżej 2/3, Graham bardzo poważnie myślał o zakupie akcji analizowanej spółki. Więcej na temat wskaźnika C/WK Grahama znaleźć można w Bazie Wiedzy dotyczącej analizy fundamentalnej w SIndicator.


Tanie spółki to nie zawsze dobre spółki


Opisane powyżej wskaźniki pozwalają określić czy spółka jest tania. Wskaźnik Grahama mówi nam ponadto o tym, czy spółka poradzi sobie w trudnej sytuacji rynkowej. Kłopot w tym, że spółki mogą być tanie nie tylko dlatego, że rynek ogólnie ich nie docenia, ale także z powodu kiepskiej rentowności, zarządzania, bądź nawet braku nadziei na zyski w przyszłości. A najszybciej rosną spółki nie tylko zdrowe ale przede wszystkim z dobrymi perspektywami.


Zdrowe spółki: rentowne i bez nadmiernych długów


Przyjrzyjmy się więc dodatkowo wskaźnikom rentowności, płynności płatniczej i zadłużenia. Pozwoli to nam na szybkie określenie, które spółki dobrze sobie radzą i mogą bez trudu utrzymywać zyski w przyszłości.


Użyjemy w tym celu wskaźnika ROA (rentowności aktywów). Wartość wskaźnika niesie ze sobą informację na temat tego, jak skutecznie pracuje w spółce (przynosi zyski) każda złotówka zainwestowanego kapitału. Niezelżenie czy została zainwestowana przez udziałowców, czy też pożyczona (np. z banku). Więcej na ten temat znaleźć można we wspomnianej już Bazie Wiedzy.


Drugim wskaźnikiem przydatnym w analizie fundamentalnej jest Current Ratio (Wskaźnik bieżącej płynności finansowej), czyli aktywa obrotowe (płynny majątek) podzielone przez zobowiązania (zadłużenie) krótkoterminowe. Jeżeli wartość wskaźnika wynosi około 2, to zwykle przyjmuje się, że spółka jest płynna i nie ma problemów ze spłatą bieżących zobowiązań. Niepokojącą sytuacją jest, gdy wartość wskaźnika spadnie poniżej 1,3.


Ostatnim wskaźnikiem będzie Wskaźnik Ogólnego Zadłużenia. Określa on ile procentowo w całym majątku firmy jest pożyczonych pieniędzy. Oczywiście im mniejsza jest jego wartość tym mniejsze jest ryzyko bankructwa spółki.


Jak znaleźć spółki tanie i zdrowe?


Podsumowując, najtańsze spółki na giełdzie to takie, których wartość wskaźnika C/WK jest jak najniższa. Dodatkowo jeśli spółka ma wyliczane (dodatnie) wartości wskaźnika C/WK Grahama, to mamy do czynienia ze spółką o stabilnej sytuacji finansowej. Oczywiście im mniejsze wartości wskaźnika C/WK Grahama tym lepiej dla naszej inwestycji.


Jeśli chcemy wybrać spośród najtańszych, spółki z zyskami, to weźmy pod uwagę wskaźnik rentowności ROA (im większa wartość tym lepiej). Dodatkowo jeśli przyjrzymy się wskaźnikom Current Ratio (prawidłowe wartości to między 1,3 a około 2) oraz Wskaźnikowi Ogólnego Zadłużenia (im mniejsza wartość tym lepiej), znajdziemy spółki zdrowe.


Zdrowe i tanie spółki mają więc następujące parametry fundamentalne:


•C/WK (im mniejsza wartość tym spółka jest tańsza)
•C/WK Grahama (wartość dodatnia jest już dobrym znakiem, im mniejsza tym lepiej)
•ROA (im większa wartość tym spółka bardziej rentowna)
•Current Ratio (prawidłowa wartość od 1,3 do około 2)
•Wskaźnik ogólnego zadłużenia (im mniejsza wartość tym lepiej)


Opisaną powyżej analizę można przeprowadzić samemu na podstawie danych z raportów okresowych lub skorzystać z gotowej wyszukiwarki spółek SIndicator.net. Przykładowe ustawienie parametrów w skanerze rynku Sindicator.net można zobaczyć pod poniższym adresem:


http://sindicator.net/gpw/121,2/skaner?save=1


Piotr Kwestarz,
SIndicator – Skaner Rynku Giełdowego



Inwestowanie fundamentalne




Inwestowanie fundamentalne jest naprawdę proste i szybkie


Większość inwestorów przy wyborze akcji kieruje się tylko i wyłącznie wykresem i aktualną ceną. Takie podejście do inwestowania nazywa się analizą techniczną. Jednakże największe na świecie instytucje inwestycyjne oraz najbogatsi inwestorzy indywidualni kładą większy nacisk na analizę fundamentalną.


Czym jest analiza fundamentalna?


Mówiąc w największym skrócie jest to badanie księgowości spółki, której akcje zamierzamy kupić. I tu nasuwa się od razu pytanie. Skoro zrozumienie niuansów księgowości jest trudne, to jak analiza fundamentalna może być prosto stosowana przez amatora?


Rzeczywiście, informacje o aktywach, pasywach, zyskach i przepływach pieniężnych mogą okazać się trudno przyswajalne dla przeciętnego inwestora, a ich interpretacja może być kłopotliwa, czasem nawet dla księgowych.


Można jednak znacznie uprościć taką analizę, sprowadzając skomplikowane dane do kilku prostych wskaźników. Dodatkowo pozwoli to nam w szybki sposób porównać spółki między sobą i z łatwością wybrać z nich te najlepsze.


Analiza wskaźnikowa pozwala szybko zorientować się w stanie finansów firmy. Odpowiada na pytania:


•czy spółka jest stabilna finansowo,
•czy ma zyski,
•jak radzi sobie na tle konkurencji,
•czy jest dobrze zarządzana,
•czy jej zadłużenie nie jest nadmierne,
•czy jej dzisiejsza cena na rynku nie jest zbyt wysoka,
•czy spółka jest wypłacalna,
oraz na wiele innych.


Jak szybko określić stan spółki na podstawie wskaźników analizy fundamentalnej?
Wbrew pozorom, nie trzeba się w ogóle znać na księgowości, by odpowiedzieć na powyższe pytania! Wystarczy przyjrzeć się wartości odpowiednich wskaźników analizy fundamentalnej.


Dla przykładu:


•Jeśli wartość wskaźnika ROA jest dodatnia to spółka ma zyski. Im wyższa wartość, tym większe zyski w porównaniu z całym majątkiem spółki. Porównując dwie spółki z tej samej branży, wystarczy sprawdzić, która z nich ma wyższe wartości ROA, by wybrać bardziej rentowną.


•Czy spółka jest wypłacalna i czy banki chętnie udzielają jej kredytów wymaga sprawdzenia na przykład wartości wskaźnika Current Ratio. Jeśli jego wartości są zbliżone do 2, to firma dobrze sobie radzi z obsługą zadłużenia i ma dobrą płynność finansową. Jeśli z kolei jego wartość jest poniżej 1, oznacza to poważne problemy z wypłacalnością takiej spółki i należy jej unikać gdyż możemy kupić akcje przyszłego bankruta.


•Łatwo także zbadać czy spółka nie jest za droga. Wartość wskaźnika C/WK mniejsza od 1 świadczy o niedowartościowaniu przez rynek. Jeśli porównamy wartość C/WK ze średnią dla całej giełdy, to wszystkie spółki z wartością poniżej średniej można uznać za tanie.


O zastosowaniach poszczególnych wskaźników i ich łączeniu pisałem w innych moich artykułach z dziedziny analizy fundamentalnej.


Czy trzeba samemu obliczać wskaźniki analizy fundamentalnej?


Można oczywiście samemu wyliczać wartości wskaźników, lecz szkoda na to czasu. Łatwo również o błąd. Dużo prościej jest skorzystać z serwisów internetowych, podających dobrze przeliczone wskaźniki. Na przykład wskaźniki C/Z oraz C/WK są dostępne (bezpłatnie) w serwisie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.


GPW nie publikuje jednak zbyt wielu wskaźników analizy fundamentalnej. Serwisem, w którym znaleźć można znacznie więcej wskaźników (aktualnie 24), które są przeliczane i aktualizowane codziennie dla wszystkich spółek z GPW jest SIndicator.


Przeanalizowanie spółki samemu, a nawet wybranie tych najlepszych spośród wszystkich, znajdujących się na GPW jest szybkie i proste. Wymaga to jedynie zapoznania się z prawidłowymi wartościami wskaźników.


Jaka jest skala czasowa inwestowania na podstawie fundamentów?


Kolejną zaletą stosowania analizy fundamentalnej jest konieczność sprawdzenia parametrów spółki tylko raz na kwartał. Wybierając spółki o silnych fundamentach i do tego tanie, mamy świadomość inwestowania w spółkę, która z dużym prawdopodobieństwem nie zbankrutuje a w przyszłości da solidnie zarobić. Każda taka inwestycja to ulokowanie pieniędzy na kilkanaście miesięcy. Nie musimy się przejmować codzienną analizą wykresu i mamy także świadomość, że krótkoterminowe spadki są tylko korektami. Jedyne co musimy sprawdzać, to raz na kwartał czy wartości wskaźników są takie same bądź lepsze niż ostatnio. Takie podejście nazywam inwestowaniem długoterminowym. Pozwala ono zaoszczędzić mnóstwo czasu i nerwów, a także ulokować pieniądze w stabilne przedsiębiorstwa.


Kiedy kupić, kiedy sprzedać?

Dobry moment do kupna i sprzedaży akcji to szeroki temat. Osobiście trzymam się zasady, żeby analiza techniczna (wykresu) mówiła mi kiedy mam kupić, a analiza fundamentalna mówiła co mam kupić.


Jak wyznaczyć optymalny moment na kupno akcji oraz kiedy je sprzedać według analizy fundamentalnej i technicznej opisałem szerzej w artykułach dostępnych pod poniższymi linkami:


http://sindicator.net/gpw/121,2/pomoc/kurs_sindicatornet
http://sindicator.net/gpw/121,2/artykuly


Piotr Kwestarz,
SIndicator – Skaner Rynku Giełdowego



Jak uniknąć inwestycji w spółkę na skraju bankructwa




Jak uniknąć inwestycji w spółkę na skraju bankructwa?


Na GPW są i były spółki, których nazwę już każdy inwestor słyszał w zestawieniu ze słowem "bankrut". Ich kłopoty finansowe są oczywiste. Banki żądają spłaty kredytów, a co jakiś czas słyszy się o nowym planie restrukturyzacji, zmianach zarządu lub nowych inwestorach "ratownikach". Ich kurs zachowuje się bardzo niestabilnie i jest silnie uzależniony od doniesień prasowych. Jednym słowem, jest to spekulacja.


Niestety jest też dużo spółek z poważnymi problemami finansowymi, o których jeszcze się głośno nie mówi, ale mogą to być potencjalne bankruty. W związku z tym w poniższym artykule zajmiemy się następującymi zagadnieniami:


•Jak wcześnie rozpoznać spółki zagrożone?
•Jak poświęcając kilka minut by znacznie zmniejszyć ryzyko inwestycji w akcje?
•Jak odróżnić spółkę bankrutującą od prawdziwej okazji inwestycyjnej?
•Na jakie sygnały zwracać uwagę, by nie stracić kapitału?


Zastanówmy się na początku czym charakteryzują się spółki z problemami finansowymi z punktu widzenia analizy fundamentalnej.


Wszystkie spółki są w pewnym stopniu zadłużone. Sam wzrost zadłużenia nie musi być czymś złym. Przedsiębiorstwo może wykorzystywać dźwignię finansową, czyli brać kredyty w celu przyspieszenia rozwoju. Zdarza się jednak, że spółka nie ma zysków, a jej płynność finansowa (możliwości spłaty zadłużenia) nie jest najlepsza. W takim wypadku mogą wystąpić problemy ze spłatą zadłużenia i firma może znaleźć się szybko w dużych kłopotach.


Przedsiębiorstwa z problemami finansowymi charakteryzują się:


•brakiem zysków,
•niską płynnością finansów,
•wysokim zadłużeniem,
•przewagą aktywów trwałych nad kapitałem własnym.


Jak szybko określić które spółki są zagrożone problemami finansowymi lub nawet bankructwem?


Jest to znacznie prostsze niż się może z początku wydawać. Na początku wystarczy określić jakie wartości wskaźników fundamentalnych świadczą o kłopotach finansowych, po czym wyselekcjonować wszystkie spółki z odpowiednimi wartościami tychże wskaźników. Całość nie powinna zająć więcej niż kilka minut, a może znacząco zmniejszyć ryzyko inwestycyjne.


Najpierw określmy odpowiednie wskaźniki. Brak zysków określa się najprościej na podstawie wskaźników rentowności takich jak ROA lub ROE. Jeśli ich wartości są ujemne to i zyski spółki są ujemne (spółka ma straty). Tak więc im niższe wartości wskaźników ROA i ROE tym straty spółki są większe.


Niska płynność finansowa uniemożliwia zaciągnięcie nowych kredytów, ale także powoduje, że spółka traci na wiarygodności w oczach kontrahentów. Będziemy więc potrzebowali wskaźników płynności takich jak Current Ratio (bieżąca płynność) i Quick Ratio (szybko płynność). Niepokojące jest jeśli wartość pierwszego z nich wynosi mniej niż 1,3 (banki mogą wtedy odmówić kredytowania firmy). Z kolei wartość Wskaźnika Szybkiej płynności (Quick Ratio) nie powinna być niższa od jedności.


Zbadane powinno być także zadłużenie. Wysokie wartości Wskaźnika Ogólnego Zadłużenia, przy problemach płatniczych i braku zysków, powinny być sygnałem ostrzegawczym.


Kapitał własny powinien przewyższać aktywa trwałe (Wskaźnik Udziału Kapitałów Własnych w Finansowaniu Majątku Trwałego). Część trwała majątku charakteryzuje się niskim stopniem płynności i jest mało elastyczna na rynku. Stąd też aktywa trwałe są uważane za obciążone wysokim ryzykiem i powinny być w jak największym stopniu pokryte (finansowane) kapitałem własnym spółki. Dla zdrowej spółki wartość tego wskaźnika nie powinna być mniejsza niż 100%.


Reasumując, spółki z problemami finansowymi lub potencjalne bankruty mają następujące wartości wskaźników:


ROA poniżej 0%,
ROE poniżej 0%,
Wskaźnik bieżącej płynności finansowej (Current Ratio) poniżej 1,3,
Wskaźnik szybkiej płynności finansowej (Quick Ratio) poniżej 1,
Wskaźnik ogólnego zadłużenia powyżej 40%,
Wskaźnik udziału kapitałów własnych w finansowaniu majątku trwałego poniżej 100%.


Ostatnią rzeczą do zrobienia jest przeszukanie rynku pod względem tych kryteriów. Można to zrobić samemu, choć wymaga to obliczenia wszystkich podanych wskaźników dla interesujących nas spółek.


Drugim, szybszym rozwiązaniem jest przeszukanie całego rynku za pomocą dostępnych w internecie narzędzi do przeszukiwania rynku giełdowego i analizy spółek. Jednym z takich narzędzi jest skaner rynku giełdowego SIndicator, dostępny pod adresem:


http://sindicator.net/gpw/121,2/skaner


Ustawienie powyższego skanowania rynku w serwisie SIndicator, w celu znalezienia spółek z problemami finansowymi wyglądałoby następująco:


http://sindicator.net/gpw/121,2/skaner?save=2


W wyniku przeszukania rynku dostajemy listę spółek z kłopotami finansowymi. Oczywiście najbardziej zagrożone bankructwem spółki to te, które mają najgorszą płynność finansową. Jeśli więc ich wskaźnik Current Ratio jest dużo poniżej 1,3 (np. wynosi mniej niż 0,75) to należy taką spółkę omijać i traktować jako potencjalnie niebezpieczną.


Jak odróżnić spółkę z problemami finansowymi od okazji inwestycyjnej?


Nie wszystkie spółki z takimi wartościami wskaźników, jak pokazane powyżej, są skazane na bankructwo. Często wiele z nich szybko poprawia swoje wyniki finansowe i wtedy stają się naprawdę dobrymi okazjami inwestycyjnymi.


W pierwszej kolejności można oczekiwać poprawy od spółek, które w niedalekiej przeszłości miały te wskaźniki na dobrym poziomie. Jeśli odstępstwa od właściwych wartości wskaźników są małe to można uznać, że aktualny ich stan jest wypadkiem przy pracy. Jeżeli poprawi się ich sytuacja, to taka inwestycja może okazać się bardzo lukratywna.


Podsumowując, jeżeli chcemy zmniejszyć ryzyko inwestycji w akcje musimy wziąć pod uwagę historię finansową. Spółki z fatalnymi wartościami wymienionych wskaźników stają się często polem do spekulacji i grania pod informacje. Należy zastanowić się, czy na pewno jesteśmy w stanie zaakceptować dodatkowe ryzyko z tym związane. Nie można mówić tu o trzymaniu się trendu i wyraźnie widać, że takie spółki nie podążają w tym samym kierunku co rynek.


Badając możliwości spłaty zadłużenia oraz ogólną płynność finansową spółki, jesteśmy w stanie zmniejszyć ryzyko inwestycji. Możemy wyeliminować z naszego portfela te akcje, które wydają się tanie ale mogą podlegać spekulacjom. Unikamy ryzyka bankructwa firmy i straty czasem nawet całej zainwestowanej kwoty.


Opisany w artykule sposób postępowania, powinien być jednym z pierwszych kroków w analizie spółki przed zainwestowaniem w nią pieniędzy. Jest to jeden z podstawowych sposobów na ograniczenie ryzyka przy dobieraniu akcji do portfela.


Więcej na ten temat pisałem w innych artykułach mojego autorstwa:


Spółki GPW zagrożone bankructwem – jesień 2009
Jak wykryć potencjalnych bankrutów


Piotr Kwestarz,
SIndicator – Skaner Rynku Giełdowego

3 główne założenia analizy technicznej




3 główne założenia analizy technicznej


Analiza techniczna jest istotnym czynnikiem determinującym decyzje inwestycyjne wielu, zwłaszcza indywidualnych inwestorów giełdowych. Niestety bez zrozumienia kilku ważnych faktów związanych z inwestowaniem w oparciu o analizę wykresów, cały proces jest z góry skazany na porażkę. Na pewno wiesz, że aby wykonywać coś prawidłowo i skutecznie, trzeba zrozumieć z czego to wynika oraz czym jest determinowane. Ludzkość od zarania dziejów cały czas się rozwija właśnie dzięki tej zasadzie. Podobnie jest z analizą techniczną. Żeby ją skutecznie wykorzystywać trzeba wcześniej zrozumieć i poznać na podstawie jakich założeń ona działa.


Są trzy główne założenia, na których opiera się analiza techniczna. Żeby osiągnąć sukces musisz je zrozumieć oraz przede wszystkim w nie uwierzyć. Jeżeli tego nie zrobisz to stosowanie analizy technicznej w Twoim przypadku może nie przynosić oczekiwanych efektów.


Spotkałem się w swoim życiu z wieloma inwestorami, którzy nie wierzyli w analizę techniczną. W dziedzinie inwestowania jest wiele dróg i każdy ma prawo korzystać z najlepszej, w jego mniemaniu. Nie można jednak czegoś negować, jeżeli nigdy się właściwie z tym dokładnie nie zapoznaliśmy. Tym bardziej nie można czegoś negować jeżeli się nie ma o tym w ogóle pojęcia. Ja w swoim życiu staram się kierować zasadą, że nie neguje niczego dopóki tego dobrze nie poznam. Cenię i stosuję analizę fundamentalną, chociaż nie uważam, żeby była skuteczniejsza od analizy technicznej. Co więcej uważam, że obydwa podejścia są wartościowe dlatego najlepiej je łączyć. Efektem tego podejścia jest narzędzie dla inwestorów giełdowych – skaner rynku giełdowego SIndicator.


Przejdźmy teraz do trzech zasad, które tworzą fundament analizy technicznej.


Zasada nr 1: Rynek dyskontuje wszystkie informacje


Pierwsze założenie zakłada, że w przypadku kursu dowolnej spółki notowanej na giełdzie wszystkie informacje na jej temat, znane i dostępne ogółowi inwestorów, są już uwzględnione w jej cenie. Składają się na to wszelkiego rodzaju wyniki finansowe, komunikaty, pogłoski na temat spółki, opisywane przez różnego rodzaju prasę branżową. Na rynku dojrzałym i efektywnym za jaki uznajemy Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie wszystkie ogólnie dostępne informacje są już uwzględnione w kursie akcji spółki. Dlatego nie ma sensu pod ich wpływem podejmować decyzji, zwłaszcza długo po fakcie.


Całe założenie sprowadza się do tego, że umiejętne analizowanie wykresów potrafi z wyprzedzeniem dać sygnał o pozytywnej bądź negatywnej informacji fundamentalnej, która może się dopiero pojawić. Powszechnie wiadomo, że na rynku znajdują się inwestorzy, którzy wykorzystują poufne informacje i skupują albo sprzedają akcje przed przekazaniem informacji do publicznej wiadomości.


Obserwowanie kursów i obrotów na rynku akcji oraz wychwytywanie tego rodzaju dziwnych zachowań może okazać się bardzo zyskowne. Nie ukrywam, że jest to moje ulubione zajęcie w całym procesie analizowania wykresów. Obserwowanie wykresów często pozwala z wyprzedzeniem zauważyć nagły wzrost zainteresowania daną spółki, zanim jeszcze pojawią się pozytywne informacje.


Założenie, że wszystkie dostępne informacje na temat spółki są uwzględnione w jej kursie prowadzi też do innego wniosku. Skoro insiderzy i analitycy techniczni mogą wyprzedzać swoimi decyzjami inwestycyjnymi pojawienie się pozytywnych informacji na temat spółki, to moment ich ujawnienia, wbrew oczekiwaniom większości inwestorów, może być sygnałem do spadku a nie wzrostu kursu jej akcji. Jest to efektem tego, że inwestorzy wcześniej kupujący zaczynają w momencie publikacji informacji realizować zyski, na podstawie których wcześniej kupowali.


Zasada nr 2: Ludzie zachowują się podobnie, gdy maja do czynienia z podobnymi wydarzeniami


Analiza techniczna jest analizą psychologicznego zachowania tłumu. Na pewno znasz uczucia strachu i chciwości. To właśnie te dwa, najczęściej występujące podczas inwestowania doznania determinują w dużym stopniu skuteczność analizy technicznej. Kursy akcji wielokrotnie układają się w powtarzające się formacje cenowe, ponieważ tłum (inwestorzy) często powtarza swoje zachowanie.


Tak samo jest w życiu codziennym. Jeżeli drużyna narodowa osiąga sukcesy w dowolnej dyscyplinie sportowej to większość mieszkańców kraju wychodzi na ulice, śpiewa, tańczy, cieszy się. Czasami nawet są ogłaszane przerwy w pracy żeby oglądać kolejne zawody z udziałem mistrzów sportowych. Jeżeli jest jednak na odwrót, to zazwyczaj nikt nie potrafi wymienić nawet chociaż jednego nazwiska zawodnika z drużyny. Społeczeństwo i media się tym specjalnie nie interesują, a najzagorzalsi kibice są krytycznie nastawieni do zawodników oraz trenera.


Taka jest natura ludzka i większość ludzi nie jest w stanie tego zmienić. Ten proces wciąż się powtarza i podobnie jest na giełdzie. Mimo, że część osób będzie umiała rozpoznać takie zachowanie, zobaczyć na wykresie "formację rynkową" i ją wykorzystać, to i tak większość zrobi to samo. Taka jest ludzka natura! To właśnie dzięki niej inwestorzy korzystający z analizy technicznej zwiększają prawdopodobieństwo swojego sukcesu inwestycyjnego.


Zasada nr 3: Rynki finansowe są albo w trendzie albo się konsolidują
To jest najważniejsze założenie!


Na pewno wiesz, że możemy wyznaczyć 3 rodzaje trendów: wzrostowy, spadkowy i boczny. Mogę ci zagwarantować, że dowolna ze spółek notowanych na giełdzie jest w którymś z tych trzech trendów. Pamiętać należy, że trend jest ściśle związany z perspektywą inwestycyjną. Dowolny instrument finansowy może znajdować się w różnych trendach w zależności od obserwowanej skali czasowej.


Dlatego właśnie każdy analityk techniczny powinien grać z trendem zgodnie z założoną przez siebie perspektywą inwestycyjną. Tylko konsekwentna gra z trendem gwarantuje w długim terminie sukces inwestycyjny. W USA jest takie powiedzenie "Trend is your friend" (trend jest Twoim przyjacielem). Jeżeli chcesz osiągnąć sukces na giełdzie, trzeba o tym pamiętać i przede wszystkim z tego korzystać.


Pozdrawiam i życzę dużych zysków,
Paweł Biedrzycki
Praktycznie o Inwestowaniu



Dlaczego nie zawsze warto kupować akcje debiutującej spółki




Czym jest w rzeczywistości bycie akcjonariuszem i dlaczego nie zawsze warto kupować akcje debiutującej spółki?


Zanim dokona się zakupu akcji jakiejkolwiek spółki warto dokładnie zrozumieć czym w rzeczywistości jest, tak wydawałoby się z pozoru oczywista rzecz, bycie akcjonariuszem. Powszechnie wiadomo że, kupując akcje spółki wchodzącej na giełdę, nabywca staje się jej współwłaścicielem i ma związane z tym prawa. Jest wiele praw i przywilejów przysługujących akcjonariuszom spółek giełdowych.


Chciałbym się w tym artykule skupić na jednym, moim zdaniem kluczowym aspekcie posiadania akcji. Będąc posiadaczem akcji spółki, ich właściciel jest w rzeczywistości współwłaścicielem firmy w stosunku do wielkości posiadanych akcji. Płynie z tego oczywisty wniosek, że zarówno prezes jak i zarząd firmy są pracownikami akcjonariusza. W związku z tym, jako pracownicy powinni dbać o jego interesy oraz o to, żeby zainwestowane pieniądze były jak najlepiej ulokowane i co się z tym wiąże przynosiły jak najlepszą stopę zwrotu. Niestety praktyka rynkowa pokazuje, że nie zawsze tak jest. Mimo coraz wyższej kultury korporacyjnej oraz działania kodeksu dobrych praktyk na GPW, wielu emitentów akcji nie podchodzi do akcjonariuszy na zasadach partnerskich.


Niestety wciąż duże grono właścicieli spółek oraz prezesów traktuje emisję i sprzedaż akcji jako możliwość produkcji własnych pieniędzy lub sprzedawania swoich udziałów po bardzo wysokich cenach. Jest to w głównej mierze uwarunkowane brakiem wiedzy oraz otwarcie mówiąc naiwnością inwestorów.


Logicznym jest przecież to, że nabywając akcje dowolnej firmy, kupujący jest właściwie skazany na obietnice prezesa i zarządu, co do jej przyszłości. Uściślając spółka dostaje pieniądze od kupującego właściwie jedynie w zamian za obietnicę ich pomnożenia. Emitująca akcje firma nie jest zobowiązana do płacenia żadnego oprocentowania, tak jakby to miało miejsce w przypadku obligacji lub kredytu z banku. W obliczu tych wniosków wysoce niepokojąca wydaje się wszechobecna kampania reklamowa spółki, przed jej wejściem na giełdę. Dlaczego taka sytuacja ma miejsce?


Skoro firma reklamuje swoje akcje jako produkty, to oczywistym jest, że traktuje akcjonariuszy jak klientów a nie współwłaścicieli. Chce im po prostu sprzedać jak najwięcej towaru (akcji) po jak najwyższej cenie! W trakcie procesu decyzyjnego związanego z doborem akcji do portfela, mnie jako inwestora giełdowego, mało obchodzi jak bardzo spółka jest znana czy też jaka jest świetna według właścicieli. To na czym się skupiam to jej przyszłość, plany a najbardziej to ile zarobi i jak szybko zwróci mi się moja inwestycja.


Negatywnych przykładów na naszej giełdzie jest mnóstwo. Zwłaszcza w obliczu hossy giełdowej i dobrej koniunktury rynkowej. Za całkowitą inwestycyjną abstrakcję należy uznać sytuację, w której kupujący akcje debiutującej firmy za 1 zł zysku płacą 100 zł (wskaźnik C/Z = 100).


Zakładając, że w powyższym przykładzie inwestorzy zachowują się racjonalnie trzymają akcje oczekując zwrotu z inwestycji w okresie 7 maksymalnie 10 lat. Przeprowadzając prostą kalkulację szybko można dojść do wniosku, że przy powyższych założeniach zyski spółki powinny rosnąć odpowiednio przez 7 lat w tempie 70% rocznie. Wydłużając horyzont inwestycyjny do 10 lat oczekiwany wzrost wynosi około 40% rocznie. Każdy przedsiębiorca i realista doskonale wie, że w praktyce tego rodzaju założenia są wysoce wątpliwe i mało realne!


Prezes takiej spółki najczęściej nie zdaje sobie z tego oczywiście sprawy albo niewiele go to obchodzi. Później jedynie udaje zdziwienie, że podczas gdy zyski spółki rosną 10% rocznie jej kurs leci w dół. Irytującym jest jak jeszcze wszem i wobec stwierdza, że nie ma żadnych powódek żeby kurs spadał, bo spółka realizuje założoną strategię.


Każdy inwestor potrafiący liczyć, wie przecież, że w takim tempie (wzrost zysków o 10%) zwrot z inwestycji nastąpi dopiero po 25 latach. Tylko zwrot bez wypracowania jakichkolwiek zysków. Przy tego rodzaju założeniach zdecydowanie lepiej już ulokować pieniądze na lokacie w banku. Lokując środki na 25 lat przy oprocentowaniu jedynie 3,5% rocznie ostateczna inwestycja przyniesie około 130% zysku.


Zdecydowanie bardziej negatywnie należy ocenić sytuację, w której przy powyższych założeniach, „dżentelmen”, będący właścicielem spółki sam na debiucie sprzedaje swoje akcje po wywindowanych cenach. Przy tak wygórowanych oczekiwaniach nie musi nawet specjalnie sabotować założonej strategii, bo kurs i tak będzie tracił na wartości, aż w końcu on sam je odkupi po dużo niższej cenie.


W Stanach Zjednoczonych (najbardziej dojrzałym rynku giełdowym świata) oczywiście sprawa wygląda zupełnie inaczej. Żeby nie wiem jaka była hossa nikt nie kupi spółki debiutującej, płacąc 100$ za 1$ zysku. Inwestorzy, z racji swojego doświadczenia i wiedzy nie zareagują żadnym popytem na tego rodzaju oferty. W USA prezesi spółek giełdowych dobrze wiedzą kim jest dla nich akcjonariusz i jakie obowiązki wobec niego mają. Zresztą, jak prezes nie będzie wiedział to SEC (Securities and Exchange Commission) szybko mu przypomni.


Tutaj fantastycznym przykładem jest Google. Jego właściciele specjalnie wprowadzali spółkę na parkiet po niskiej cenie, bo chcieli, aby akcjonariusze na nich zarobili. No i oczywiście nie sprzedawali swoich akcji tylko robili nową emisję, bo wiedzieli, że za jakiś czas będą kosztowały dużo więcej. Dopiero z czasem, konsekwentnie, niezależnie od sytuacji rynkowej upłynniali część posiadanych akcji wcześniej to zapowiadając.


W Polsce właściciele spółek debiutujących oczywiście robią całkowicie inaczej. Obiecują dynamiczny rozwój, z którego najczęściej nic nie wychodzi. W ramach emisji akcji próbują uplasować oprócz nowych akcji swoje własne. Często okazuje się, że z czasem z wcześniejszych zapowiedzi nic nie wychodzi. Tylko, że to już nie jest ich problem - oni sprzedali swoje udziały i mają tani kapitał na inwestycje.


Ten artykuł pisałem z myślą o tym, aby pobudzić w Tobie refleksję na temat racjonalności zachowań polskich inwestorów. Nasz rynek jest wciąż młody i opisane powyżej sytuacje są aż nadto częste. Dlatego właśnie, nigdy nie kupuję akcji debiutujących spółek. Nie mam czasu ani siły czytać prospektów emisyjnych oraz analizować wycen oraz szans na rozwój, które najczęściej się nie sprawdzają. Zdecydowanie lepiej czuję się, gdy wiem już jak je rynek wycenia i w którym kierunku ma zamiar podążać.


W tym celu korzystam z wskaźników spółek dostępnych w SIndicator. Sprawdzam jakie wartości przyjmuje wskaźnik C/Z (ile złotych płacę za 1 zł zysku) dla moich potencjalnych celów zakupowych. Na podstawie tych wartości już wstępnie jestem w stanie ocenić sensowność danej inwestycji. Oczywiście są to wyniki za ostatni rok i mogą być obarczone różnego rodzaju przypadkowymi wydarzeniami.


Analizując za pomocą tego rodzaju metod, trzeba oczywiście podejść do tego znacznie szerzej. Ja w tym momencie nie mam takiego celu. Chcę tylko, abyś sobie uświadomił, że kupując akcje, płacisz za przyszłe zyski, więc zastanów się czy spółka jest je w stanie dla Ciebie w przyszłości wygenerować.


Pozdrawiam i życzę dużych zysków,
Paweł Biedrzycki
Praktycznie o Inwestowaniu



Inwestorze! Im głębiej wpadasz, tym bardziej śliski staje się dołek!




Im głębiej wpadasz, tym bardziej śliski staje się dołek


Problem, który chcę opisać w poniższym artykule, dotyczy chyba najczęstszego błędu z dziedziny psychologii inwestowania, popełnianego przez początkujących inwestorów. Zaprezentuję go na przykładach dwóch spółek: Netii i Waripmex, oraz opiszę dlaczego ten błąd może doprowadzić inwestora do dużych kłopotów.


Pamiętam jak kilka lat temu, rozpoczynając swoją karierę giełdową wręcz w książkowy sposób cierpiałem na typowy syndrom początkującego inwestora. Kiedy ponosiłem stratę na jakiejś spółce, wydawało mi się, że dopóki nie sprzedam akcji, ta strata jest wirtualna. W ten oto sposób czekałem aż kurs odbije w górę, żeby odsprzedać, co oczywiście najczęściej nie następowało. Mimo to cierpliwie czekałem usprawiedliwiając się, że mam do czynienia z wciąż niezrealizowaną stratą. W ten oto sposób kurs posiadanej przeze mnie spółki dalej opadał powiększając moją stratę z 10 do 20 a potem 30%.


Dopiero po kilku latach doświadczeń i przeczytaniu sporej ilości książek o giełdzie dowiedziałem się, że popełniałem najgorszy grzech giełdowego gracza. Swoją drogą w tym temacie bardzo polecam świetną lekturę "Giełda, wolność i pieniądze. Poradnik spekulanta" autorstwa Van K. Tharp'a.


Ze stratą jest jak z wpadaniem do studni, im głębiej wpadasz, tym trudniej się z niej wydostać. Czysta matematyka najlepiej odwzorowuje zasadę działania "śliskiego dołka":



  • Jeżeli pozwolisz sobie na 10% stratę, to aby wrócić do punktu wyjścia, musisz odrobić 11%;
  • 20% strata wymaga odrobienia 25%, aby powrócić do punktu wyjścia;
  • Jeżeli stracisz 40% musisz zarobić 67%, żeby wrócić do punktu wyjścia;
  • 50% strata wymaga 100% zysku, aby powrócić do punktu wyjścia;
  • Jeżeli stracisz 90% to już praktycznie możesz zapomnieć o pieniądzach, bo powrót do punktu wyjścia wymagać będzie 900% stopy zwrotu.



  • Dopiero po kilku latach inwestowania, gdy odkryłem tę zależność w swoim planie inwestycyjnym zawarłem regułę, że nigdy nie pozwalam sobie na stratę większą niż 10% zainwestowanej kwoty. Gdy kurs dochodzi do tej granicy choćbym miał nie wiem jak silne przekonanie, że kurs odbije wychodzę ze spółki. Nie chcę wpaść do śliskiego dołka. Po sprzedaży akcji czekam na oznaki siły, aby odkupić papiery spółki i odrobić stratę. Jeżeli kurs dalej spada oznacza, że jednak się myliłem i dzięki swojej zasadzie uniknąłem pogrążania się w stracie.


    To jest właściwie najważniejsza część każdej strategii inwestycyjnej - umiejętne radzenie sobie ze stratami. Bo to, że każdy (nawet najlepszy) inwestor będzie ponosił straty jest pewne w 100%. Dlatego osoba podchodząca poważnie do kwestii inwestowania powinna w swoim planie określić jaki maksymalny poziom straty jest w stanie zaakceptować i niezależnie od warunków rynkowych tę zasadę egzekwować i zamykać pozycję. W ten sposób tniesz straty.


    Jako przykład tego do czego może prowadzić przetrzymywanie pozycji można odwołać się do historii spółki Netia.


    Każdy inwestor, który zakupił akcje Netii w 2000 roku po cenie 120 zł z przekonaniem, że spółka da w przyszłości duże zyski mógł wpaść w poważne kłopoty. Zwłaszcza w sytuacji, gdy mimo spadku kursu dalej trzymał jej akcje. Gdybym ja zakupił akcje Netii po cenie 120 zł z pewnością bym je sprzedał najpóźniej w okolicy 108 zł i w obliczu dalszych spadków zapomniałbym o spółce.


    Osoba, która by dalej trzymała te akcje patrzyłaby jak z miesiąca na miesiąc po pęknięciu bańki internetowej jej akcje leciały na łeb na szyje. Po 10 latach kurs Netii oscyluje w okolicy 4 - 5 zł. Daje nam to stratę na poziomie około 96%. Takiej straty praktycznie już się nie da odrobić, bo żeby wrócić do punktu wyjścia kurs spółki musiałby teraz wzrosnąć o około 3000%.


    Spytasz pewnie teraz jak to możliwe, żeby ktoś trzymał akcje tak długo? Ja w tym momencie powiem, że mogę się założyć, że na pewno ktoś jest w takiej sytuacji (zresztą znam jedną taka osobę). To właśnie takie osoby najbardziej się sparzyły na giełdzie i po takich doświadczeniach z pewnością juz nigdy nie wrócą na parkiet. Wszystkiemu jest winna nadzieja na powrót kursu w górę i poczucie wirtualności straty.


    Dlatego, jeżeli chcesz uniknąć takich doświadczeń uwzględnij w swoim planie inwestycyjnych poziom, po którym bezwarunkowo będziesz ciął straty. Nie zdawaj się na nadzieję, bo przecież nadzieja jest matką głupich!. Za moim podejściem przemawia czysta matematyka, którą Ci zaprezentowałem wyżej.


    Na zakończenie przedstawię Ci jeszcze jeden bardziej aktualny przykład.


    Warimpex SA spółka, która debiutowała na GPW w Warszawsie na początku stycznia 2007 z kursem 59 zł. Inwestora, który kupił wtedy akcje z silnym przeświadczeniem, że kurs wzrośnie (w końcu to debiutująca spółka) spotkała niemiła niespodzianka. Kurs spółki wyznaczył minimum swoich notowań w okolicy 4,9 zł pod koniec 2009 roku. Daje to stratę w postaci ponad 90%. Żeby to odrobić kurs musiałby wzrosnąć o ponad 1200%. Jak na razie nie zanosi się na to, żeby kurs miał tak uczynić i wątpię aby to kiedykolwiek nastąpiło.


    Czy zauważyłeś jeszcze jedną analogię miedzy sytuacją Netii i Warimpexu? Powiem tylko to, że obydwie spółki debiutowały w czasie, gdy sektor w którym działały, był w trakcie największej hossy, która uśpiła czujność inwestorów.


    Na zakończenie wspomnę jeszcze tylko, tytułem uściślenia, że są momenty, w których każdy inwestor w końcu godzi się ze stratą. W wypadku Netii na 96% stratę wystarczyło poczekać tylko nieco powyżej rok. Nie oznacza to oczywiście, że inwestor musi czekać aż kurs odbije z powrotem i wzrośnie o 3000%, bo prawdopodobnie to się już nigdy nie nastąpi. Oznacza to jedynie, że aby wrócić do punktu wyjścia trzeba znaleźć spółkę, która urośnie o 3000%, a takich jest bardzo mało i to nie tylko na GPW. Drugą stroną medalu jest wytrzymanie takiego wzrostu, co jest znacznie trudniejsze niż godzenie się ze stratą. Bo tak jest właśnie zbudowana psychika ludzka, mamy tendencję do odwlekania strat i szybkiego realizowania zysków. Dlatego właśnie na giełdzie mniej niż połowa inwestorów odnosi sukces.


    Pozdrawiam i życzę dużych zysków,
    Paweł Biedrzycki
    Praktycznie o Inwestowaniu


    czwartek, 17 czerwca 2010

    KartoMania w mBanku - nowa edycja




    Wystartowała nowa edycja KartoManii w mBanku

    Chcesz, aby przez kolejne 3 miesiące mBank zamieniał Twoje transakcje kartą na losy w loterii? Zarejestruj się w nowej edycji loterii KartoMania!


    Tak jak poprzednio, im więcej wykonasz transakcji kartą, tym większą masz szansę na wygraną. A jest o co grać. Tym razem zostaną rozlosowane aż 3 samochody!


    Będą to Fordy – modele Ka, Fiesta oraz Focus.








    W sumie wśród Uczestników zostanie rozlosowanych aż 1010 nagród! Będą to pen-drive’y 4GB, kubki mBanku oraz torby ekologiczne. Wszystkie z limitowanej, mBankowej serii.






    Punktacja
    Każda płatność kartą o wartości min. 10 PLN = 1 los w loterii.


    Jeśli dodatkowo będzie to:
    - płatność bezstykowa z użyciem karty MasterCard PayPass lub
    - płatność z wypłatą gotówki, czyli z użyciem usługi CashBack
    za płatność taką otrzymasz 2 losy w loterii.


    KartoMania jest dla wszystkich pełnoletnich Klientów indywidualnych mBanku, którzy w swoim portfelu mają kartę mBanku.


    Jak wziąć udział?
    Aby zgłosić swój udział w loterii, załóż bezpłatne konto lub zaloguj się w systemie transakcyjnym mBanku. Po zalogowaniu kliknij w bocznym menu w link "Wnioski", a następnie odszukaj haslo "LOTERIA KARTOMANIA" i kliknij w nie. System przeprowadzi Cię przez proces rejestracji w loterii.


    Czas trwania loterii
    Kupuj i płać kartą od 15 czerwca 2010 r. do 15 września 2010 r.
    Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi 14 października 2010 roku.


    Nawet jeśli zarejestrujesz się ostatniego dnia KartoManii, wszystkie Twoje transakcje dokonane w trakcie jej trwania zostaną wzięte pod uwagę.

    Jak założyć konto bankowe w Wielkiej Brytanii




    Konto bankowe w angielskim banku
    Autorem artykułu jest Bartosz Dolinkiewicz


    Wszystko na temat: jak założyć konto bankowe w Anglii oraz jak z niego korzystać.


    Zakładanie konta w angielskim banku nie jest czynnością bardzo prostą, jak w Polsce, gdzie wystarczy tylko dowód osobisty. W Wielkiej Brytanii aby mieć konto, należy przedstawić jeszcze kilka dokumentów, które dopiero co przybyłym mogą stworzyć pewną barierę.


    Najważniejszymi z nich są: potwierdzenie adresu zamieszkania i zatrudnienia. Udając się do banku należy zabrać ze sobą np. rachunek (za telefon, gaz), na którym widnieje nasze imię, nazwisko i oczywiście adres. Jeżeli masz problem z rachunkami, ponieważ dopiero co zamieszkałaś/eś w danym miejscu, to zabierz ze sobą umowę najmu lub pisemne potwierdzenie, że mieszkasz, bądź będziesz mieszkać pod wskazanym adresem. Kolejnym dokumentem jest list od Twojego pracodawcy, stwierdzający, że będziesz zatrudniona/y od dnia takiego a takiego tu i tu. Aha, z tego wszystkiego nie zapomnij o paszporcie lub dowodzie osobistym.


    Podstawowe konta są prowadzone za darmo. Na wstępie bank wydaje przeważnie kartę służącą jedynie do wyciągania pieniędzy z bankomatu. Może również ustalić jakiś maksymalny dzienny pułap wypłat. Zazwyczaj jest to 200 GBP. Po jakimś czasie (3-6 miesięcy-wszystko zależy od banku) możesz starać się o kartę debetową (niektóre banki od razu wydają kartę debetową), którą będziesz mogła/gł swobodnie płacić za zakupy w sklepie, czy przez internet. Wszystko zależy też od Twojej nienagannej historii. Jeżeli nie robisz niezapowiedzianych debetów, bank zaoferuje Ci kartę kredytową lub jakiś limit zadłużania się w koncie. Po jakimś dłuższym czasie będzie można porozmawiać o kredycie. Przed tym pamiętaj, że cały czas pracujesz na swój rating. To, co nawyprawiasz teraz, będzie brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji kredytowej. Banku angielskiego nie interesuje, że byłaś/eś super klientem jakiegoś banku w Polsce. Tutaj musisz od początku zapracować na swoją renomę. Więc ... ostrożnie, nie szalej z wydatkami, miej pełną kontrolę nad nimi, nie przekraczaj wyznaczonego pułapu zdebetowania konta itd.


    Na każdą kartę czeka się spokojnie w domu - nie jest wydawana od razu. Przychodzi do kilku dni od złożonego zamówienia. Wcześniej możesz korzystać z wydanej książeczki czekowej - wg mnie strata czasu i duże ryzyko używania. Wszystkie karty wydawane w UK są zabezpieczone mikro-chipem. Każde użycie karty wiąże się z prawidłowym wstukaniem PIN'u.


    Niedługo w życie mają wejść karty zbliżeniowe, które nie będą wymagały podania za każdym razem kodu PIN. Można będzie za nie robić małe zakupy - max. do kilku-kilkunastu GBP jednorazowo.


    Otwierając konto, dowiedz się o możliwość korzystania z Internetu w celu śledzenia i nadzorowania swoich wydatków oraz wpływów.




    niedziela, 13 czerwca 2010

    Jak skutecznie inwestować



    Czy 2 lata działalności są dobrą okazją do świętowania? Na pewno tak. Portal Opiekun Inwestora świętował firmowo przez cały weekend. I z okazji tego jubileuszu ma dwie promocje.


    1. Promocja szkoleń (edycje czerwiec/lipiec)


    Promocja trwa do 15 czerwca (do północy).


    Nowe szkolenie "Fundusze to nie lokata. Zacznij skutecznie inwestować" realizowane będzie 4 razy w miesiącu. Plan na czerwiec i lipiec dostępny jest już na stronie:
    http://tinyurl.com/yflcatb


    Czerwiec: Kraków/ Poznań/ Warszawa/ Wrocław
    Lipiec: Gdańsk/ Bydgoszcz/ Łódź/ Szczecin


    2. Promocja abonamentów (dodatkowe miesiące gratis)


    Promocja trwa do 15 czerwca (do północy)


    Do każdego zakupionego w tym czasie abonamentu Opiekun Inwestora dodaje 1/2/3/4 lub nawet 7 miesięcy gratis. Szczegóły na stronie:
    http://tinyurl.com/2uabuwh


    Co daje abonament w portalu? Przede wszystkim oszczędność czasu. Wystarczy skonfigurować portal (np. wybierając gotową strategię, definiując dodatkowe alarmy - dla zainteresowanych). To portal prześle informacje dokładnie wtedy, gdy są one potrzebne.


    3. Darmowe raporty


    Polecamy raport o skuteczności portfeli modelowych w polisach inwestycyjnych. Do pobrania na stronie:
    http://tinyurl.com/3ysrn2g


    Więcej darmowych raportów:
    http://tinyurl.com/37gfeaf


    Darmowe kursy e-mailowe:
    http://tinyurl.com/yzuz6j7



    środa, 12 maja 2010

    Ekonomia przetrwania





    Wstrzemięźliwość finansowa
    CZYLI JAK STRATEGIA UNIKÓW MOŻE NAS OCALIĆ

    Ponad 2 miliony Polaków ma już kłopoty ze spłacaniem zaciągniętych zobowiązań. Statystyki w tym wypadku nie kłamią. To gigantyczny problem społeczny. Niestety niewypłacalność w budżecie rodzinnym w większości sytuacji pojawia się niejako na własne życzenie. Jako efekt decyzji o kredytach podejmowanych pod wpływem emocji, reklamy, presji rodzinnej czy sąsiedzkiej.


    Źródłem zobowiązań nie są jednak wyłącznie kredyty. Zobowiązanie to albo umowa, którą podpisaliśmy, albo obietnica, którą komuś złożyliśmy. W obu wypadkach efektem umowy lub obietnicy jest pewien rodzaj zobowiązania, które leży po naszej stronie. Obietnicy łatwiej nie dotrzymać, bo ewentualne negatywne skutki są z założenia niegroźne. Gorzej wygląda sprawa z umową, która rodzi tzw. skutki prawne.


    Wstrzemięźliwość finansowa to jeden ze sposobów na uniknięcie negatywnych skutków błędnych decyzji i źle skonstruowanych umów. Na czym polega? W największym skrócie, to unikanie zaciągania zobowiązań, przekładanie decyzji o ich zaciągnięciu na inny termin, odkładanie gratyfikacji na później oraz awersja do ryzyka. Przyjrzyjmy się teraz bliżej tym modelom świadomego zachowania.


    Unikanie zaciągania zobowiązań
    Pewnych zobowiązań możemy uniknąć, jeśli decyzja o ich zaciągnięciu zależy tylko albo głównie od nas. To wbrew pozorom ważna informacja. Oznacza bowiem, że to my jesteśmy w samym środku procesu decyzyjnego i mamy pełną kontrolę sytuacyjną.


    Nie powinniśmy jednak zapominać, że zobowiązania rodzą się z obietnicy zaspokojenia rzeczywistych lub sztucznych potrzeb. Działamy przecież pod wpływem czynników zewnętrznych, najczęściej reklamy lub zasłyszanej opinii. Mimo że jesteśmy wyczuleni na każdy fałsz, śmiejemy się z nieudolnych prób nakłonienia nas do kupna niepotrzebnej rzeczy, nagle pod wpływem jakiegoś impulsu zmieniamy zdanie i działamy wbrew sobie. To klasyczny model zachowań konsumenckich. Co więcej, w proces zakupowy wkrada się czynnik irracjonalności, nawet częściej, niż bylibyśmy w stanie przypuszczać. W efekcie przepłacamy, kupujemy zbędne przedmioty na promocji. Krótko mówiąc, zwiększamy wydatki kosztem zaniedbań na polu oszczędzania. Aż wreszcie dochodzi do momentu, gdy łapiemy się za głowę, z niedowierzaniem patrząc wstecz na dzień, w którym podjęliśmy fatalną w skutkach decyzję finansową. Albo ktoś z naszego otoczenia nam to uzmysłowi.


    Stosowanie strategii uników dotyczy wielu obszarów naszego życia. Nie powinniśmy przecież podpisywać umów, których nie rozumiemy albo które nie zostały zaopiniowane przez prawnika lub wiarygodnego, niezależnego eksperta w danej dziedzinie. Nie nakłaniam jednak nikogo do stosowania tej strategii non stop, przestrzegam jednak przed pochopnym podejmowaniem ważnych decyzji. Najważniejsze, abyśmy nie kupowali przedmiotów lub usług, które nic nowego lub dobrego nie wnoszą w nasze życie (nowy model telewizora, nowy samochód, abonament na telewizję kablową), abyśmy nie działali pod wpływem emocji (reklama i profesjonalni sprzedawcy) i abyśmy mieli możliwość przeanalizowania przyszłego zobowiązania w szerszym kontekście (konsultacja z prawnikiem lub rozpisanie na kartce wszystkich za i przeciw dla danej decyzji). To absolutne minimum.


    Przekładanie decyzji o zaciąganiu zobowiązań na inny termin
    Strategia skuteczna i pożyteczna, ale nie zawsze i nie dla każdego. Niektórych decyzji nie da się bowiem przekładać w nieskończoność, bo po pewnym czasie tracą sens i grożą określonymi konsekwencjami. Jednak to właśnie czas jest tu kluczową kwestią. Przesunięcie momentu podpisania umowy daje nam czas na zastanowienie się, na ponowne przeanalizowanie sytuacji, na konsultację z ekspertem lub znajomym.


    Zmiana terminu może prowadzić niekiedy nawet do rezygnacji, wycofania się, unieważnienia wcześniejszych ustaleń. To niewątpliwa korzyść w kontekście potrzeby, z której udało nam się zrezygnować na bazie racjonalnych czynników. Czas przed podjęciem wiążącej decyzji działa bowiem na naszą korzyść, potem sytuacja jest odwrotna — z definicji stajemy się czyimś dłużnikiem i stroną umowy.


    Odkładanie gratyfikacji na później
    Na tym bazuje z kolei idea oszczędzania. Wstrzemięźliwość finansowa to w tym przypadku unikanie nadmiernych zakupów i konsumpcji lub chociaż jej świadome ograniczanie. Kupujemy tyle, ile potrzebujemy, i to, co jest absolutnie niezbędne. Wszelkie nadwyżki odkładamy, najczęściej po to, aby za kilka miesięcy czy lat dokonać większego zakupu za gotówkę. Tym samym priorytetem stają się cele długoterminowe, a planowanie zaczyna mieć sens.


    Awersja do ryzyka
    Osoby oszczędne i przezorne nie są skłonne podejmować nadmiernego ryzyka. Z tego względu jak ognia boją się kredytów konsumpcyjnych czy hipotecznych. Naturalne jest jednak, że większą skłonność do ryzykownych działań wykazuje młode pokolenie. Niestety najczęściej nie idzie za tym odpowiednia wiedza finansowa, co jest przyczyną wielu nietrafionych inwestycji i biznesów. W życiu każdego z nas przychodzi jednak taki moment, że wzięcie kredytu wydaje się najrozsądniejszym posunięciem: albo trafia nam się niebywała okazja, albo mamy świetny pomysł na biznes, albo musimy sfinansować nagłą potrzebę.


    Najgorzej mają osoby niechętnie nastawione do kredytów. Ich negatywne nastawienie do idei zadłużania się ma bowiem źródło w rodzinnych tradycjach, stylu życia czy papce medialnej serwowanej przez telewizję i prasę. Brak im jednak podstawowej wiedzy o produktach finansowych, wiele z tych osób nadal nie ma nawet konta w banku. Moja rada: jeśli jeszcze nigdy nie brałeś kredytu, zastanów się tysiąc razy, zanim to zrobisz. Prawdopodobnie kredyt nie jest idealnym wyjściem, lepsze rozwiązanie, choć może bardziej czasochłonne, jest bliżej, niż myślisz.


    WARTO ZAPAMIĘTAĆ
    • Zawsze jesteśmy w samym środku procesu decyzyjnego. Od nas samych zależy więcej, niż przypuszczamy.
    • Przesunięcie momentu podpisania umowy daje nam dodatkowy czas na przemyślenie całej sprawy.
    • Dobrze jest kupować tyle, ile potrzebujemy, i to, co jest absolutnie niezbędne. Resztę lokować w oszczędności.
    • Jeśli podejmujemy ryzyko, uzbrójmy się w odpowiednią wiedzę i informacje.


    ODPOWIEDZ SOBIE NA NASTĘPUJĄCE PYTANIA
    • Czy udało Ci się kiedyś uniknąć zobowiązania, które mogło Ci przysporzyć wielu problemów. Wiesz, co to było?
    • Czy Twoim zdaniem podejmujesz racjonalne, przemyślane decyzje? Podaj trzy przykłady takich decyzji. Przekonaj siebie, że mówisz prawdę.
    • Ile razy poszedłeś na całość i kupiłeś coś, na co nie było Cię stać?

    -----------------------
    Artykuł pochodzi z ebooka: Wojciech Głąbiński, Ekonomia przetrwania




    sobota, 8 maja 2010

    Karty kredytowe w Polsce





    Czym właściwie jest karta kredytowa?


    Definicja z Wikipedii mówi, że: „Karta kredytowa to karta płatnicza, której wydanie jest związane z przyznaniem limitu kredytowego przez bank. Operacje wykonane przez posiadacza karty rozliczane są w ciężar limitu.


    Zwykle do wydania karty nie jest potrzebne posiadanie konta w banku wydającym kartę. Okresowo, najczęściej co miesiąc, bank przysyła posiadaczowi karty wyciąg z dokonanych operacji wraz z informacjami dotyczącymi spłaty. Limit kredytowy związany z kartą jest często oprocentowany o wiele wyżej niż linie kredytowe przyznawane do rachunków bieżących/oszczędnościowo-rozliczeniowych, za to powszechną praktyką wydawców kart jest ustalanie terminu (tzw. grace period), w którym spłata powoduje anulowanie lub nienaliczenie żadnych odsetek” (http://pl.wikipedia.org/wiki/Karta_kredytowa).


    Od strony technicznej w zasadzie wyczerpuje to temat, można natomiast pokusić się o próbę podziału kart kredytowych. Nie jest to łatwe, gdyż różne karty mogą mieć wspólne atrybuty. Dokonana poniżej systematyka ma na celu uzmysłowienie, jak wielopłaszczyznowy jest rynek kart kredytowych.


    Podstawowym kryterium może być podział ze względu na bank wydający daną kartę. Takich instytucji na świecie jest kilkadziesiąt tysięcy, a w Polsce przeszło 40 — udział w rynku poszczególnych banków zobaczyć można w kolejnym rozdziale niniejszej publikacji.


    Jeżeli chodzi o wygląd karty, to może być ona płaska (tak jak zwykła karta debetowa do konta) lub wypukła (embosowana). Ta druga ma więcej funkcji: można nią płacić przez Internet czy w terminalach off-line (tzw. żelazkach). Niektóre płaskie karty kredytowe także umożliwiają płatności internetowe, ale nie jest to reguła.


    Wpływ na wygląd ma także obecność chipa lub też jego brak. Chip ma uniemożliwić przestępstwo polegające na kopiowaniu paska magnetycznego, co jest zjawiskiem — niestety — występującym coraz częściej. Ma to miejsce np. w bankomacie (poprzez zainstalowanie przez złodziei specjalnego urządzenia) lub np. w restauracji przez kelnera, gdy ten znika z kartą z naszych oczu i kopiuje tenże pasek.


    W tym momencie większość kart z chipem to tzw. karty hybrydowe — oznacza to, że mają one zarówno chip, jak i pasek magnetyczny. Powodem takiego — przejściowego — rozwiązania jest to, że wiele terminali (na koniec 2007 r. około 50%) i bankomatów nie jest jeszcze przystosowanych do obsługi kart nowego typu. Banki w strefie euro są zobowiązane do wyposażenia wszystkich kart w chipy maksymalnie do 2010 roku. Prawdopodobnie w tym samym czasie będzie to miało też miejsce w Polsce.


    Aspektem pokrewnym jest także sposób autoryzacji — w zdecydowanej większości kart odbywa się ona poprzez wprowadzenie kodu PIN, ale nierzadko dokonanie transakcji użytkownik karty potwierdza poprzez złożenie podpisu. Problem nie występuje w bankomacie — tutaj, co oczywiste, zawsze wpisać należy kod PIN.


    Kolejną kwestią jest organizacja płatnicza, w jakiej funkcjonuje dana karta. Na polskim (ale nie tylko) rynku najpopularniejsze są: Visa i MasterCard. Ponadto z liczących się w różnych częściach globu organizacji wymienić można: American Express, Diners Club, JCB i Discover. W Polsce transakcje kartami Visa i MasterCard to około 95% wszystkich, jakie wykonujemy plastikowymi pieniędzmi.


    Można więc mówić o zdecydowanej dominacji tych dwóch podmiotów. Na całym świecie tendencja jest podobna: VISA i MasterCard dominują, chociaż w różnych krajach zamieniają się one pozycją lidera.


    Przechodząc do jeszcze konkretniejszego podziału, mamy do czynienia z różnymi rodzajami kart wewnątrz poszczególnych organizacji płatniczych. Visa wydaje karty:


    – Classic (standardowa karta wypukła);
    – Silver (karta wypukła z nieco wyższym progiem minimalnych dochodów niż dla Classic);
    – Gold (karta prestiżowa);
    – Platinum (karta prestiżowa);
    – Infinite (najbardziej prestiżowa karta VISA).


    Tego typu rozróżnienie występuje (pod innymi nazwami) także w innych organizacjach. Poza standardowymi kartami kredytowymi wydawanymi przez banki istnieją na rynku także:


    – karty partnerskie (we współpracy banku z inną firmą — np. Citi Handlowy i Lot);
    – karty affinity (we współpracy banku z instytucją niekomercyjną, np. Pekao SA i WOŚP).


    Na rynku (choć rzadko) występują też karty kredytowe typu „charge”, gdzie w określonym terminie należy spłacić całość zadłużenia (nie ma spłaty minimalnej). Karty można też podzielić ze względu na długość okresu bezodsetkowego, który w Polsce można zawrzeć w przedziale od 0 do 116 dni.


    W ramach ciekawostki napiszę, iż pierwszą wydaną w Polsce kartą kredytową była karta Express M wydawana przez Bank Depozytowo-Powierniczy Glob. Miało to miejsce w roku 1993. Co stało się z samym Glob Bankiem? W 1996 roku został przejęty przez Kredyt Bank. Pierwsza karta kredytowa w systemie VISA została w Polsce wydana w roku 1997 za sprawą Banku Handlowego — dzisiaj Citi Handlowy.


    Rynek kart kredytowych w Polsce


    Karta kredytowa to bardzo pożyteczny i wbrew pozorom tani środek płatniczy. Pod warunkiem, że... wiemy, jak z niego korzystać! Przedstawiciele banków i innych instytucji finansowych oferujących karty kredytowe nie zawsze mówią o tym klientom, bo:


    a) myślą, że klient to wie (błąd!);
    b) myślą, że klient tego nie zrozumie (błąd!);
    c) taka jest polityka instytucji (mam nadzieję, że nie).


    Kart do wyboru jest coraz więcej, a dobra decyzja na pewno przyniesie wiele korzyści w przyszłości. O tym, jak wybrać dobrze, napisałem więcej w rozdziale „Jak wybrać najlepszą kartę?”, który przeczytasz już za kilka stron.


    Niech miarą tego, jak dynamicznie rośnie rynek kart kredytowych w Polsce, będzie to, że po pierwszym roku ich wydawania nad Wisłą (rok 1993) udział „kredytówek” w stosunku do wszystkich wydanych kart wynosił 2,4%. W połowie ubiegłego roku, jak podaje Money.pl, udział ten wzrósł przeszło dziesięciokrotnie — do 27,7%.


    Dynamika wzrostu liczby kart kredytowych w Polsce jest także zdecydowanie wyższa od wzrostu ogólnej liczby wszystkich kart płatniczych. Cały sektor wzrósł w 2007 roku o 11,1% (wg NBP), a kredytówek aż o przeszło 25%. Narodowy Bank Polski w ostatnim kwartalnym raporcie wskazuje, że pozycję dominującą utrzymuje w Polsce system VISA (62,9% kart), na drugim miejscu jest MasterCard (32,7% kart), a inne systemy to zaledwie 4,3% w całym kartowym „torcie”.

    -----------------
    Artykuł pochodzi z ebooka: Adrian Hinc, Karta kredytowa. Poznaj, czym naprawdę jest i jakie możliwości daje Twoja karta kredytowa!




    Finanse twojej rodziny do wieku emerytalnego





    Finanse twojej rodziny do wieku emerytalnego. Czy się zbilansują?

    Portal Opiekun Inwestora udostępnił darmowy kurs e-mailowy na temat finansów rodziny. Wprowadzając przychody oraz przewidywane koszty obliczysz jak może wyglądać stan Twoich finansów w dniu przejścia na emeryturę.


    Opiekun Inwestora realizuje swoją strategię "Opieka warta inwestycji". "Staramy się być prawdziwym opiekunem dla korzystających z portalu", mówi Remigiusz Stanisławek, dyrektor zarządzający w firmie Opiekun Inwestora. "Cały czas poszerzamy naszą ofertę edukacyjną. Jednym z jej elementów jest darmowy kurs e-mailowy na temat finansów rodziny".


    W dzisiejszych czasach musimy inwestować. Cały czas słyszymy o możliwych scenariuszach dotyczących przyszłych emerytur. Ale czy potrafimy analizować nasz domowy budżet? Często boimy się wykonać długoterminowej analizy. Jednak warto. Potwierdzają to opinie pierwszych uczestników kursu.


    Wykonując obliczenia opisane w kursie (dla ułatwienia przygotowano do pobrania szablony dokumentów) zrozumiemy dlaczego warto inwestować. Choćby niewielkie kwoty. Analiza finansów osobistych to nie to samo co miesięczne zestawienie przychodów i wydatków.


    Kurs przygotowany przez Opiekuna Inwestora odkrywa gdzie podziewają się nasze pieniądze - może warto część z nich odzyskać i przeznaczyć na inwestycje?


    Chyba każdy z nas choć raz zastanawiał się nad własnymi finansami:


    1) Czy nie czujemy czasem, że nasze dochody rozchodzą się w niekontrolowany sposób? Nawet gdy staramy się je kontrolować?


    2) Czy nie próbujemy doliczyć się wszystkich wydatków, a i tak pensje znowu nie pozwalają nic odłożyć, lub zainwestować?


    3) Często żyjemy obarczeni kredytami? Obawiamy się czy wystarczy środków aby pokryć wydatki i raty tym co zarabiamy.


    4) Chcielibyśmy odkładać kilka procent dochodu miesięcznie tylko nigdy nie było z czego.


    Całą prawdę o Twoich rodzinnych finansach odkryje jedno proste ćwiczenie. Wystarczy pół godziny dziennie przez kilka dni aby upewnić się jak bardzo ważne jest zacząć inwestować. Nie będzie żadnych wątpliwości, jeżeli dokonamy analizy dochodów oraz przewidywanych wydatków w przyszłości do czasu przejścia na emeryturę.


    Szaleństwem jest robić coś tak jak dotychczas i oczekiwać innych efektów.
    I na to zwracają uwagę autorzy kursu.


    Ankieta pokaże ile pieniędzy zabraknie nam do czasu emerytury, jeżeli nie zaczniemy inwestować. Zdecydowana większość z nas po wypełnieniu tej ankiety zauważy ogromną dziurę budżetową. I to dziurę, którą trudno załatać ograniczając przewidywane w przyszłości wydatki.


    Zdecyduj się już dziś. Kurs dostępny jest w sekcji Akademia Inwestowania portalu Opiekun Inwestora na stronie http://tinyurl.com/3an8zc6


    Rejestrując się na kurs, co kilka dni otrzymasz kolejną lekcję z instrukcjami, jakich obliczeń dokonać.




    piątek, 7 maja 2010

    Karta kredytowa - jak wybrać tę właściwą





    Karta kredytowa, czyli jak wybrać tę właściwą


    Powszechnie używa się jej w Ameryce jako codziennego środka płatniczego. Również w Polsce jest coraz częściej używana. Jednak wiele osób nie ma pojęcia, jak optymalnie wykorzystać swoją kartę kredytową i czy jest to do końca opłacalne.


    A może to być bardzo opłacalne – szczególnie dla osób, które czasami "na wczoraj" potrzebują większej ilości gotówki. Zamiast brać wysoko oprocentowane kredyty, mogą one skorzystać ze swojej karty kredytowej, która jest wydawana w każdym banku.


    Prosty przykład zastosowania karty kredytowej to sytuacja, kiedy przedsiębiorca potrzebuje większych pieniędzy na materiały, których jeszcze nie ma. Może wtedy skorzystać z karty kredytowej i wziąć szybki kredyt (bez żadnych pism i załatwiania). Jeśli swoje zadłużenie spłaci w terminie (ok. 54 dni), to będzie musiał spłacić zaciągniętą pożyczkę bez odsetek.


    Główną zaletą dla wszystkich korzystających z karty kredytowej jest tzw. Grace period, czyli okres bezodsetkowy. Jest to okres, w którym wykorzystany limit kredytowy nie jest oprocentowany. W praktyce oznacza to termin, w którym spłata całości zadłużenia oznacza nienaliczanie odsetek przez bank. Można dzięki temu i przy zachowaniu odpowiednich wymogów brać nieoprocentowane kredyty.


    Banki krzyczą do nas z billboardów: "Darmowy kredyt na 57 dni", "56 dni bez odsetek" itp., itd. Czy prawdą jest, że płacąc kartą kredytową 1 marca (przy 57-dniowym grace period), mamy czas na bezodsetkową spłatę do 26 kwietnia? Tylko w szczególnym przypadku odpowiedź brzmi "tak". W najgorszym wypadku może być to 28 marca – a więc konieczność spłaty po 27 dniach. Wniosek jest taki, że 57 dni otrzymamy wtedy, gdy zakupu dokonamy w pierwszym dniu okresu rozliczeniowego. Gdy dokonamy go później, to grace period zmniejszy się nam do 27 dni.


    Mimo wszytko jest to bardzo duży plus, a możliwość wzięcia nieoprocentowanego kredytu na 30 dni będzie dla wielu osób bardzo dużą korzyścią.


    Jeśli często potrzebujesz większej gotówki pod koniec miesiąca, to karta kredytowa jest bardzo dobrym rozwiązaniem.


    Ważne:Wybór karty nigdy nie powinien być decyzją podejmowaną w 5 minut. Taki sposób po prostu bardzo szybko się na nas zemści. Nie podejmuj też decyzji, gdy do Twoich drzwi zapuka doradca tej czy innej instytucji. Pamiętaj, że nawet jeśli doradca twierdzi, że jest „niezależny”, to wcale nie znaczy, że tak właśnie jest. Zazwyczaj sprzedaje się i zachwala to, co jest najlepiej dla doradcy płatne, a niekoniecznie najbardziej dla klienta korzystne.

    -----------------
    Niniejszy fragment artykułu pochodzi ze strony Karta kredytowa.



    środa, 5 maja 2010

    Lokaty strukturyzowane





    Lokaty strukturyzowane – moda czy faktyczne korzyści?
    Autorem artykułu jest Tomasz Bar


    Lokaty strukturyzowane wyrastają na prawdziwy hit inwestycyjny. Duża w tym zasługa ostatnich spadków na giełdzie. Lokata strukturyzowana przedstawiana jest jako produkt pozwalający zarabiać zarówno podczas wzrostów, jak i spadków na GPW. Jej dużą zaletą jest gwarancja powierzonego kapitału, co ma skusić do tej formy inwestowania klientów chcących uniknąć ryzyka.


    Lokaty bankowe kontra lokaty strukturyzowane


    Choć obie mają w nazwie słowo lokata, różnią się znacznie. Lokaty bankowe są znane niemal każdemu, nawet osobom nie posiadającym rachunku bankowego. Wiadomo, że wpłacając do banku określoną kwotę, po zakończeniu trwania lokaty dostaniemy o kilka procent więcej. Wszystko jest jasne, a zysk pewny. W przypadku lokat strukturyzowanych pewność ogranicza się zazwyczaj do gwarancji wpłaconego kapitału. Na rynku dostępne są jednak lokaty, które oferują 90% lub 80% gwarancji kapitału. Największą różnicą pomiędzy klasyczną lokatą terminową a strukturyzowaną jest to, że w przypadku tej drugiej klient nie wie, ile zyska po jej wygaśnięciu. Równie dobrze może to być 30%, 50%, a nawet 100%, ale może też otrzymać co najwyżej zwrot wpłaconej kwoty. Dzieje się za tak za sprawą konstrukcji lokaty strukturyzowanej. Jej twórcy dzielą kapitał lokaty na dwie części. Część gwarantowaną, która ma zapewnić klientowi bezpieczeństwo środków, oraz część inwestycyjną, która może przynieść ponadprzeciętny zysk. Większa część, ok. 90% środków jest inwestowana w obligacje, bony skarbowe, a pozostałe 10% w opcje pozwalające zarabiać np. na zmianach wartości indeksów giełdowych, kursach walut, surowców itp. Taka konstrukcja powoduje, że stosunkowo niewielki udział, jaki stanowi w lokacie część oparta na opcjach, pozwala osiągać ponadprzeciętne zyski.


    Cechą charakterystyczną lokat strukturyzowanych jest ograniczony w czasie okres przyjmowania pieniędzy. Z reguły klienci wpłacają pieniądze przez kilkanaście dni po czym następuje zamknięcie subskrypcji i zgromadzone środki zaczynają „pracować”. Po okresie ustalonym w regulaminie lokaty (zwykle 2-4 lata) następuje jej wygaśnięcie i wypłata zgromadzonych środków.


    Dla kogo lokaty strukturyzowane?


    Z pewnością dla osób poszukujących alternatywy dla klasycznych lokat i posiadających większy zasób gotówki. Coraz częściej bowiem minimalny limit wpłat na lokatę strukturyzowaną wynosi 5-10 tys. zł a nawet 20 tys. zł.


    Lokaty strukturyzowane należy traktować jako uzupełnienie naszego portfela inwestycyjnego, dlatego też warto zawczasu zastanowić się jaką kwotę możemy przeznaczyć na taką inwestycję. Jeśli posiadamy jedynie 5 tys. zł oszczędności, to lokata strukturyzowana nie powinna nas interesować. Wpłata rzędu 5 tys. zł powinna stanowić nie więcej niż 20-25% naszych oszczędności. Warto więc o niej pomyśleć mając ok. 25 tys. zł.


    Na co zwrócić uwagę inwestując w lokaty strukturyzowane?


    1. Na poziom gwarancji, jaki oferuje lokata.
    Bez wątpienia to jedna z najważniejszych zalet lokaty. Często instytucja oferująca lokatę daje 100% gwarancji inwestycji, czasem możemy liczyć nawet na premię w wysokości 2-5%. Bywa jednak, że lokata gwarantuje tylko 80% wpłaconej kwoty. Wysokość gwarancji zależy od ryzyka inwestycji. O ile w przypadku 100% gwarancji, klient może czuć się względnie bezpiecznie, o tyle ryzyko pojawia się przy lokatach z gwarancją 90% czy nawet 80%. Zgadzając się na lokatę z gwarancją kapitału 80% klient tak naprawdę daje przyzwolenie na straty rzędu 20% inwestowanych pieniędzy. W zamian otrzymuje szansę na osiągnięcie wyższych zysków, niż z lokaty gwarantowanej w 100%. Przy 80% gwarancji kapitału 2/3 kwoty inwestowane jest w bezpieczne aktywa, tak aby po 2-4 latach trwania lokaty przynieść 80% kwoty. Pozostała część ma przynieść zyski znacznie większe, niż z klasycznych lokat czy obligacji.


    Pytanie, czy aby Polacy nie ulegną magii różnych doradców, którzy wynagradzani za wielkość sprzedaży nie roztoczą przed nimi wizji zysków w zamian za akceptację wyższego ryzyka? Wszak to nie ich pieniądze, a klienta. Tak było np. w przypadku funduszy inwestycyjnych. Czym to się skończyło, wszyscy wiemy.


    2. Traktujmy z rezerwą dane historyczne podawane w reklamach lokat.
    Każdy, kto inwestuje za pośrednictwem TFI, wie jak często wykorzystują one w swoich reklamach dane historyczne. Niektóre doczekały się za to kar od Komisji Nadzoru Finansowego. Dlatego też, jeśli widzimy reklamę w stylu - 120% zysku w ostatnich 3 latach - musimy podchodzić do tego z dużą rezerwą. Nikt nam nie da gwarancji podobnych zysków w przyszłości. I choć firmy mają obowiązek informować o braku takiej gwarancji, czynią to niechętnie, zamieszczając zazwyczaj wzmiankę pisaną drobnym druczkiem.


    3. Sprawdźmy z jakimi opłatami wiąże się zerwanie lokaty przed terminem.
    Inwestując 10 czy 20 tys. zł na 2-4 lata nie mamy pewności, czy pieniądze te nie będą nam potrzebne w razie potrzeby. Dlatego też informacja o konsekwencjach rezygnacji jest ważnym punktem regulaminu lokaty.


    4. Pytajmy o wielkość partycypacji w zyskach.
    To również ważny, aczkolwiek często pomijany temat. Załóżmy, że inwestycja na rynku złota i kukurydzy pozwoliła zarobić naszej lokacie 100% w okresie 3 lat. Nie cieszmy się jednak przedwcześnie. Ten zysk wcale nie musi trafić do naszej kieszeni. Wszystko za sprawą wymienionej wcześniej partycypacji w zyskach. Banki i towarzystwa ubezpieczeniowe ustalają sobie określone proporcje podziału zysku. Przykładowo może to być 70/30%, gdzie 70% trafia do klienta, a reszta do instytucji tworzącej lokatę. Parytet może jednak wynosić 50/50, co w przypadku zysku z lokaty rzędu nawet 100% daje nam tylko 50%. Dzieląc to na 3 lata i odejmując inflację nasz zysk będzie niewiele wyższy niż z tradycyjnych, coraz wyżej oprocentowanych lokat. Wielkość partycypacji powinna być dla klienta istotnym czynnikiem przemawiającym za wyborem takiej czy innej lokaty.


    5. Wartość pieniądza w czasie.
    Na koniec pamiętajmy o jednej istotnej sprawie, o której raczej doradca sprzedający lokatę nam nie powie. Mam tu na myśli wartość pieniądza w czasie. Jeśli zdecydujemy się na lokatę strukturyzowaną, a po trzech latach zamiast oczekiwanych, wysokich zysków otrzymamy zwrot kapitału z małą premią np. 2%, to w rzeczywistości poniesiemy stratę rzędu kilkunastu procent. Tyle bowiem przyniosłaby nam zwykła lokata terminowa czy konto oszczędnościowe oprocentowane na 5% rocznie. I to bez żadnego ryzyka. Warto o tym pamiętać.


    Najlepiej wyjaśni to przykład:
    Zakładamy, że mamy 25 tys. zł oszczędności. 20% z tej kwoty, czyli 5 tys. zł, lokujemy na lokacie strukturyzowanej. Jeśli lokata przyniesie nam 45% zysku przez 3 lata, średnio zarobimy 15% rocznie, czyli ok. trzy razy więcej niż na tradycyjnej lokacie. Załóżmy jednak, że lokata przyniesie tylko zwrot kapitału. Wówczas nasze 5 tys. zł będzie warte tyle samo, jak gdyby leżały w skarpecie, czyli straciły na wartości kilkanaście procent na skutek samej inflacji. Z tego m.in. powodu lokaty strukturyzowane powinny wybierać osoby o większych oszczędnościach. Wówczas lokata strukturyzowana stanowić powinna względnie bezpieczną część naszych oszczędności i w razie braku zysków nie uszczupli zbytnio naszego portfela.


    Każdy chce skorzystać na rosnącej popularności produktów strukturyzowanych


    Choć pierwsze wzmianki na temat produktów strukturyzowanych pojawiły się w Polsce w połowie 2006 r., prawdziwy przełom nastąpił pod koniec 2007 r. Wydaje się wręcz, że duża w tym zasługa spadków na giełdzie, które zrodziły obawy o dalszą koniunkturę. Topniejące zyski wypracowywane przez fundusze inwestycyjne sprawiły, że kolejne instytucje finansowe postanowiły wprowadzić do swojej oferty lokaty strukturyzowane. Obecnie oferuje je wiele banków i towarzystw ubezpieczeniowych min. Noble Bank, Bre Bank, BGŻ, Deutsche Bank, Multibank, ING Bank Śląski, BPH, TU Europa, TU Commercial Union, TU Generali, firmy doradztwa finansowego: Gold Finance, Goldengg, Open Finance, Expander, Xelion oraz specjalizująca się w tworzeniu od podstaw lokat strukturyzowanych Wealth Solutions.


    Sposób na ominięcie podatku Belki


    Plusem dostępnych lokat strukturyzowanych jest tzw. ubranie ich w postać ubezpieczenia. To jak wiadomo nie jest objęte podatkiem od zysków. Wiele instytucji finansowych oferuje lokaty terminowe połączone z ubezpieczeniem, dzięki czemu zysk z takiej inwestycji wolny jest od rąk fiskusa. Likwidacja podatku Belki od zysków z lokat i funduszy inwestycyjnych wciąż jest niepewna. Trudno jednak się spodziewać, aby jego likwidacja w znacznym stopniu zmniejszyła zainteresowanie „strukturami”.


    Słaba koniunktura na giełdzie oraz reklama przynoszą efekty


    Z pewnością sukces lokat strukturyzowanych to zasługa kampanii, informacyjnych jakie prowadzą instytucje finansowe. Na ocenę korzyści z tych inwestycji jest za wcześnie, gdyż obecnie oferowane lokaty zakładane są na 2-3 lata lub dłużej. Dopiero wówczas okaże się, ile dały zarobić. Wszystko jednak wskazuje, że Polska podąży śladem krajów zachodnich, gdzie produkty strukturyzowane zadomowiły się na dobre. Stanowią kilka-kilkanaście procent ogółu aktywów powierzonych instytucjom finansowym. W Polsce szacunki mówią o ok. 10 mld zł zgromadzonych w produktach tego typu. W porównaniu ze 120 mld zł, jakie Polacy trzymają w funduszach inwestycyjnych, nie jest to może wiele, ale należy pamiętać o krótkiej historii produktów strukturyzowanych w Polsce.


    Boomem na lokaty strukturyzowane zainteresowała się nawet Komisja Nadzoru Finansowego


    Jej obawy budzi nie tyle dynamika wzrostu wartości środków inwestowanych w te produkty, co forma reklamy tych lokat. Przedstawianie ich jako sposobu na zyski podczas spadków na giełdzie może wprowadzać w błąd mniej doświadczonych inwestorów. Wątpliwości KNF wzbudza głównie kwestia niedoinformowania klientów o wszelkich prowizjach. Przykładowo, przy zaciąganiu kredytu czy kupnie jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych klient dowiaduje się o prowizjach, opłatach manipulacyjnych itp. Dla dobra klientów podobne standardy powinny jak najszybciej objąć lokaty strukturyzowane. Ich braku nie można tłumaczyć krótką historią „struktur” w Polsce.


    Obserwując sytuację na Giełdzie Papierów Wartościowych można śmiało powiedzieć, że lokaty strukturyzowane mają przed sobą okres żniw. Dobrze by było, aby żniwa były dla obu stron. Zarówno dla klientów, jak i instytucji finansowych oferujących owe lokaty. Inaczej po fali euforii nastąpi rozczarowanie, a nie o to przecież chodzi. Zestaw artykułów wartych przeczytania zanim zainwestujemy w lokaty strukturyzowane znajduje się na stronie www.strukturyzowanelokaty.pl




    Jeszcze więcej wiedzy


    Księgarnia maklerska

    Day trading - publikacja nagrodzona w 2017 roku

    Day trading - publikacja nagrodzona w 2017 roku
    Podczas Międzynarodowego Kongresu Inwestycyjnego FX Cuffs, wydana przez nas pozycja "Day Trading" (Joe Ross), została wybrana publikacją roku!