Półka Sukcesu

czwartek, 10 września 2026

Banki centralne napędzają globalny popyt na fizyczne złoto


Sierpień przyniósł silne odbicie na rynku złota. W skali miesiąca notowania kruszcu wzrosły o ok. 9,4 proc., choć końcówka miesiąca przyniosła wyraźną korektę, która pogłębiła się na początku września. Wzrostom sprzyjały przede wszystkim słabsze dane z amerykańskiej gospodarki, osłabienie dolara, zmieniające się oczekiwania dotyczące polityki Rezerwy Federalnej oraz napływ kapitału do funduszy ETF opartych na złocie. Długoterminowym wsparciem dla rynku pozostają także zakupy banków centralnych.  

 

Sztabki złota. Fot. Pixabay

"Perspektywy złota są obiecujące. Wynika to przede wszystkim z tego, że banki centralne, dywersyfikując swoje rezerwy i zmniejszając zależność od dolara, starają się zabezpieczać finanse właśnie w złocie" – mówi Paweł Mazurek, prezes i dyrektor ds. rozwoju Mennicy Mazovia. – "W związku z tym kupują bardzo duże ilości kruszcu. Podobnie postępują inwestorzy indywidualni. Fundamenty inwestowania w złoto pozostają więc niezachwiane i pod tym względem na rynku niewiele się zmienia".

Skala sierpniowego odbicia była znacząca. Według World Gold Council już w pierwszych dwóch tygodniach miesiąca cena LBMA Gold Price PM wzrosła o 9 proc., do 4391 dol. za uncję. Jako główne czynniki organizacja wskazywała zmianę oczekiwań dotyczących polityki pieniężnej w USA, słabszego dolara oraz ponowny napływ pieniędzy do funduszy ETF inwestujących w złoto. Słabsza inflacja, niższa sprzedaż detaliczna i gorsze nastroje konsumentów w Stanach Zjednoczonych ograniczyły oczekiwania na szybkie podwyżki stóp procentowych przez Fed, co zmniejszało koszt alternatywny posiadania złota.

Także kontrakty na złoto po kilku słabszych miesiącach wyraźnie odbiły, zyskując w sierpniu ponad 9,3 proc., a momentami cena uncji kruszcu zbliżyła się do 4700 dol. Wcześniej zaliczyły jednak spektakularną korektę, spadając od szczytu w końcówce stycznia do dołka w czerwcu o blisko 25 proc.

"Fizyczne złoto jest nadal pożądane przez rynek. Ostatnie wahania cen wynikały w dużej mierze z zachowania rynku finansowego i spekulacji na notowaniach złota, a nie ze zmian dotyczących samego fizycznego kruszcu" – ocenia prezes Mennicy Mazovia. – "Jeżeli inwestujemy w fizyczne złoto i patrzymy na nie długoterminowo, to pozostaje ono pożądanym aktywem. Złota nie da się po prostu wyprodukować w dowolnej ilości, dlatego jego podstawowe fundamenty się nie zmieniają".

Jednym z najważniejszych filarów popytu pozostają banki centralne. Z danych World Gold Council wynika, że w II kwartale 2026 roku ich zakupy netto wyniosły 289 t, o 62 proc. więcej niż rok wcześniej i pięciokrotnie więcej niż w słabym pod tym względem I kwartale. Największym raportowanym nabywcą w II kwartale był Narodowy Bank Polski, który zwiększył rezerwy o 51 t. Ludowy Bank Chin dokupił w tym czasie 33 t. Łącznie w pierwszej połowie roku zakupy netto banków centralnych wyniosły 345 t – mniej niż w rekordowych poprzednich latach, ale popyt w II kwartale wyraźnie przyspieszył.

Trend był widoczny także w kolejnych miesiącach. W samym lipcu Ludowy Bank Chin poinformował o zwiększeniu rezerw o 20 t, co było największym miesięcznym zakupem od końca 2023 roku i 21. z rzędu miesiącem powiększania oficjalnych zasobów złota. World Gold Council wskazuje, że wśród głównych motywów takich działań pozostają dywersyfikacja rezerw, zabezpieczenie przed ryzykiem geopolitycznym i finansowym oraz postrzeganie złota jako nośnika wartości.

"Banki centralne nadają trend i wyznaczają kierunek, w którym podążają również inni inwestorzy. Kupują fizyczne złoto jako element zabezpieczenia swoich rezerw, a ich działania są obserwowane przez inwestorów indywidualnych, fundusze oraz duże firmy. Dlatego kierunek nadawany przez banki centralne jest dla całego rynku bardzo ważny. Obecnie ich aktywność pozostaje jednym z istotnych czynników wspierających zainteresowanie złotem" – podkreśla Paweł Mazurek.

Popyt inwestycyjny nie ogranicza się jednak do instytucji. Według World Gold Council w II kwartale globalny popyt na sztabki i monety wyniósł ponad 307 t i utrzymał się na poziomie zbliżonym do analogicznego okresu poprzedniego roku. Producenci odpowiadają na zainteresowanie inwestorów indywidualnych, rozszerzając ofertę także o produkty pozwalające rozpocząć inwestowanie z mniejszym kapitałem.

"Oprócz popularnych jednouncjowych sztabek i monet oferują coraz szerszy wybór produktów o mniejszej masie, np. półgramowych czy półuncjowych sztabek oraz monet o masie 1/20 lub 1/10 uncji" – mówi przedstawiciel Mennicy Mazovia. – "Są to produkty typowo inwestycyjne, przeznaczone między innymi dla klientów indywidualnych, którzy nie chcą od razu angażować dużych kwot".

Zdaniem Pawła Mazurka dla części inwestorów przewagą fizycznego złota jest również niezależność od pośrednika finansowego. W przeciwieństwie do instrumentów opartych na cenie kruszcu właściciel sztabki lub monety pozostaje bezpośrednim posiadaczem aktywa. Istotne są też zasady podatkowe. Zgodnie z informacjami Ministerstwa Finansów prywatna sprzedaż rzeczy ruchomej po upływie pół roku – liczonego od końca miesiąca, w którym została ona nabyta – nie podlega PIT. Zasada ta dotyczy sprzedaży poza działalnością gospodarczą.

Ekspert zaznacza przy tym, że złoto należy traktować przede wszystkim jako aktywo długoterminowe i narzędzie zabezpieczania majątku, a nie inwestycję generującą regularny dochód. Jego atrakcyjność rośnie przede wszystkim w okresach zwiększonej niepewności gospodarczej, zmian w polityce pieniężnej, osłabienia walut i napięć geopolitycznych. Sierpniowe notowania pokazały jednocześnie, że w krótkim terminie rynek może pozostawać bardzo wrażliwy na komunikaty banków centralnych, zmiany rentowności obligacji i oczekiwania dotyczące stóp procentowych.

"Złoto jest bardzo popularną formą inwestycji dla inwestorów indywidualnych. Nie jest to aktywo, które bezpośrednio przynosi odsetki czy dywidendę, ale w długim terminie jego podstawową funkcją jest zabezpieczenie finansów" – podsumowuje Paweł Mazurek. 

Newseria, oprac. db 




wtorek, 1 września 2026

Czy gigantyczny dług Ameryki będzie napędzać ceny złota?


Cena złota spot (XAU) gwałtownie wzrosła w styczniu 2026 roku do rekordowego poziomu. Przekroczyła 5,5 tys. dol. za uncję intraday. Pod koniec czerwca br. spadła jednak poniżej 4 tys. dol. za uncję tak wynika z analiz Światowej Rady Złota (World Gold Council, WGC). Eksperci podkreślają, że na notowania złota wpływają m.in. czynniki geopolityczne czy też kondycja gospodarcza Stanów Zjednoczonych. 

 

Inwestycje w złoto coraz popularniejsze wśród inwestorów indywidualnych. Fot. Pixabay.

 

"Po bardzo wysokich wzrostach na początku 2026 roku i dość dużej korekcie na początku II kwartału obecnie sytuacja na rynku jest coraz bardziej dynamiczna. Inwestorzy indywidualni zaczynają znowu wracać do zakupów złota" – mówi Paweł Mazurek, prezes i dyrektor ds. rozwoju Mennicy Mazovia.

Cena złota na Londyńskiej Giełdzie Złota (LBMA) w 2025 roku ustanowiła 53 nowych rekordów wszech czasów. Średnia cena w IV kwartale wyniosła 4135 dol. za uncję (wzrost o 55 proc. r/r), co dało najwyższą roczną średnią na poziomie 3431 dol. za uncję (+44 proc. r/r). Tak wynika z danych WGC.

"Ostatni rok był bardzo dynamiczny, jeżeli chodzi o notowania kursu złota. W ciągu roku, a tak naprawdę półtora, ceny wzrosły o ponad 65 proc., co było ewenementem od prawie 50 lat" podkreśla Paweł Mazurek.

Zdaniem analityków Światowej Rady Złota pierwsze półrocze 2026 roku pokazało, że ​​złoto pozostaje wrażliwe na rosnące obawy geopolityczne i nagłe zmiany nastrojów inwestorów. 

"Obecna korekta jest zjawiskiem bardzo normalnym, jednakże bardzo dynamiczne wahania cen złota wynikają z tego, że wielu inwestorów, którzy starają się szybko zarobić na złocie, postanowili spekulować na jego cenach. W związku z tym one bardzo się wahały w krótkim czasie, jednakże same fundamenty inwestowania w złoto są niezachwiane" – wyjaśnia prezes i dyrektor ds. rozwoju Mennicy Mazovia.

W 2025 roku obrót złotem osiągnął rekordową średnią wartość 361 mld dol. dziennie. Londyn jest kluczowym centrum handlowym z wolumenem obrotu pozagiełdowego przekraczającym 160 mld dol. dziennie, głównie w formie kontraktów spot. COMEX jest liderem w obrocie instrumentami pochodnymi, a zaraz za nim znajduje się szybko rozwijająca się giełda kontraktów terminowych w Szanghaju: 

"Wcześniej raczej nie zdarzały się sytuacje tak drastycznego spekulowania na złocie. Wynika to z bardzo dynamicznej sytuacji zarówno na rynku papierów wartościowych, jak i obligacji skarbowych, szczególnie Stanów Zjednoczonych, a także sytuacji geopolitycznej. W momencie kiedy rozpoczęła się wojna w Iranie i walka o przepustowość cieśniny Ormuz, inwestorzy postanowili zrealizować swoje zyski na złocie. W związku z tym cena gwałtownie spadła" tłumaczy Paweł Mazurek.

Według analityków WGC przy obecnych poziomach cena złota jest zasadniczo zgodna z globalnym otoczeniem umiarkowanego wzrostu. W grę wchodzi spadająca, ale wciąż wysoka inflacja oraz oczekiwania dalszego, choć ograniczonego, zacieśniania polityki pieniężnej przez banki centralne. Zgodnie z prognozami cena złota prawdopodobnie utrzyma się w stosunkowo wąskim przedziale (+5 proc.): 

"Tradycyjnie najmocniej na notowania złota wpływają czynniki geopolityczne, jak również te wynikające z głównej gospodarki świata, czyli Stanów Zjednoczonych. Najczęściej inwestorzy w momencie, kiedy obligacje skarbu USA są wysoko oprocentowane, odwracają się od fizycznego kruszcu, żeby móc zrealizować zyski na obligacjach skarbowych. Obecnie jednak zadłużenie Stanów Zjednoczonych jest duże. Wysokie oprocentowanie obligacji nie wynika z siły gospodarki, ale niektórzy się obawiają, że ze zbyt dużego zadłużenia. W związku z tym wracają do inwestowania, zabezpieczania w fizycznym złocie" tłumaczy ekspert. 

Dług publiczny Stanów Zjednoczonych 18 sierpnia br. po raz pierwszy w historii przekroczył barierę 40 bln dol. Składa się na nie 32,266 bln dol. w skarbowych papierach wartościowych i zadłużenie wewnątrzrządowe na kwotę 7,782 bln dol.

"Sytuacja na rynku złota, po bardzo burzliwym I kwartale 2026 roku, kiedy osiągnęło ono swoją historyczną cenę i po dość wyraźnej korekcie o ok. 25 proc., w II–III kwartale sytuacja była dość spokojna. Inwestorzy indywidualni zobaczyli, że znowu cena kruszców – zarówno złota, jak i srebra – rośnie, w związku z czym jest coraz większe zainteresowanie zakupami fizycznego kruszcu" zaznacza prezes i dyrektor ds. rozwoju Mennicy Mazovia. 

Całkowity popyt na złoto, wliczając w to transakcje OTC, w II kwartale 2026 roku pozostał niezmieniony w ujęciu r/r i wyniósł 1,269 tys. t. Tym samym w I półroczu osiągnął on poziom 2,522 tys. t (+2 proc. r/r), a jego rekordowa wartość – 380 mld dol. 

"Po bardzo burzliwym 2025 i początku 2026 roku nie spodziewałbym się aż tak gwałtownych skoków cen złota. One będą rosły i wszystko na to wskazuje. Sytuacja geopolityczna i kondycja finansów Stanów Zjednoczonych wskazują na to, że inwestorzy będą się jednak odwracać od obligacji skarbu USA. Nie wiemy jeszcze również, jak będzie wyglądała sytuacja na rynkach finansowych" – mówi Paweł Mazurek.

Podkreśla, że rynki finansowe od wielu miesięcy przeżywają hossę, a niektórzy specjaliści zastanawiają się, jak długo jeszcze ona potrwa: 

"W momencie kiedy rynki finansowe i giełdy zaczynają spadać, wtedy wszyscy inwestorzy wracają do złota. Trudno obecnie powiedzieć, jak długo potrwa hossa na rynku papierów wartościowych. Jeżeli ona się skończy, to wtedy będzie większa dynamika również na rynku złota" uważa prezes i dyrektor ds. rozwoju Mennicy Mazovia.

Newseria, oprac. db 





wtorek, 29 kwietnia 2025

Karta kredytowa - płatności za granicą


Jak banki rozliczają zagraniczne transakcje kartą kredytową i co zrobić, aby koszty tych operacji były jak najmniejsze. Nie od dziś wiadomo, że umiejętnie używana karta kredytowa może dać swojemu właścicielowi realne korzyści i zyski. Co zrobić aby nasza karta kredytowa za granicą przyniosła nam możliwie największe korzyści.



Karta kredytowa. Ilustracja: Redakcja, AI.

 
Wielkimi krokami zbliża się lato, a wraz z nim okres sezonowych wyjazdów urlopowych. Wielu z nas zdecyduje w tym roku wyjechać za granicę - w ciepłych krajach pogoda jest niemal gwarantowana, a ceny usług turystycznych w wielu przypadkach zbliżone są do oferty w polskich kurortach.


Coraz częściej, w trakcie wyjazdów zagranicznych decydujemy się korzystać z kart kredytowych. Zalet takiego rozwiązania jest co najmniej kilka:


1. Bezpieczeństwo środków finansowych - nie musimy zabierać ze sobą portfela wypchanego pieniędzmi, nie jesteśmy także zmuszani do kreatywnego ukrywania naszych zapasów finansowych w trakcie wyjścia np. na plażę.


2. Szybki dostęp do pieniędzy - liczba punktów akceptujących karty płatnicze dawno już przekroczyła niezbędne minimum. Zawsze też możemy skorzystać z „awaryjnej" opcji wypłaty gotówki z bankomatu.


3. Łatwy dostęp do środków w razie nieprzewidzianych wcześniej kosztów - np. wizyty u dentysty lub chęci skorzystania z wycieczki fakultatywnej.


Decydując się na korzystanie z karty kredytowej poza granicami kraju, warto zorientować się jakie są koszty takiej usługi oraz co zrobić aby koszty te ograniczyć do niezbędnego minimum.


Przede wszystkim powinniśmy zwrócić uwagę na sposób rozliczania płatności naszą kartą przez bank, który ją wydał. Operacja ta przeprowadzana jest zawsze w dwóch krokach. W pierwszym kroku organizacja płatnicza obsługująca transakcję dokonuje przeliczenia kwoty transakcji z waluty danego kraju (w jakiej nastąpił zakup) na tzw. walutę rozliczeniową - euro lub dolara amerykańskiego. Następnie, w drugim kroku następuje przeliczenie z waluty rozliczeniowej na nasze rodzime złotówki.


Jak widać - właściwy wybór karty pod kątem miejsca wyjazdu może obniżyć koszt transakcji wynikający z konieczności przeliczenia naszych wydatków na walutę rozliczeniową (w przypadku wyjazdu do krajów strefy euro powinniśmy wybrać kartę rozliczaną w EUR, a np. w przypadku wyjazdu do USA właściwym wyborem powinna być karta pozliczana w USD) . Oszczędzamy w ten sposób na niekorzystnych dla nas kursach zakupu waluty rozliczeniowej.


Również w przypadku wyjazdu do krajów gdzie walutą lokalną nie jest ani euro ani dolar amerykański, dobrze jest pamiętać o tym, że ze względu na korzystniejsze kursy rozliczeniowe pomiędzy lokalną walutą a USD lub EUR, wyjeżdżając do Australii, Azji, Ameryki Południowej, Ameryki Północnej i Afryki wschodniej powinniśmy wybierać karty rozliczane w USD, natomiast Karty rozliczane w EUR korzystniej będzie wybierać w przypadku podróży po Europie (wiadomo), ale także krajach Afryki Zachodniej.


Przed dokonaniem wyboru karty kredytowej dobrze jest także sprawdzić jakie kursy stosują poszczególne, rodzime banki w trakcie przeliczania w waluty rozliczeniowej na złotówki. Okazuje się, że kursy te (kurs sprzedaży) ustalane są przez każdy bank indywidualnie - dlatego też warto dowiedzieć się czy są to jakieś stałe mechanizmy i w miarę możliwości porównać je ze sobą. Pewne światło na sprawę rzuci na pewno proste porównanie tabel kupna-sprzedaży walut w poszczególnych bankach na ten sam dzień.


Nie wolno także zapomnieć o sprawdzeniu czy za takie transakcje bank pobiera jakieś dodatkowe opłaty. Zazwyczaj prowizja za taką usługę może wynieść od 0% do 3% transakcji. Porównanie wartości prowizji wraz z oceną atrakcyjności mechanizmów kursowych pozwoli nam wybrać najkorzystniejszą dla nas opcję i w pełni cieszyć się wakacyjnym wyjazdem. 

Piotr Tabor 



sobota, 29 marca 2025

Cała prawda o karcie kredytowej

 

Dlaczego banki chcą, żebyś miał kartę kredytową – i dlaczego lepiej jej nie mieć?

Banki uwielbiają rozdawać karty kredytowe. Nie dlatego, że chcą Ci ułatwić życie, ale dlatego, że to dla nich doskonały interes. Karty kredytowe są jednym z najbardziej dochodowych produktów finansowych – o ile nie dla Ciebie, to na pewno dla banku. 

 

Banki kochają karty kredytowe. Ilustracja: Redakcja, AI.

 

Dlaczego banki kochają karty kredytowe

Po pierwsze, limit na karcie kredytowej jest niewielki – zazwyczaj nie przekracza trzykrotności Twojej miesięcznej pensji. Dzięki temu bank ponosi małe ryzyko, a mimo to zarabia duże pieniądze na odsetkach i opłatach.

Po drugie, ludzie łatwiej wydają „wirtualne” pieniądze niż te prawdziwe z portfela. Kiedy nie widzisz fizycznie gotówki, trudniej Ci kontrolować, ile naprawdę wydajesz.

Po trzecie, małe zadłużenie wydaje się nieszkodliwe. Wielu osobom wydaje się, że „spłacą w przyszłym miesiącu” – i tak zaczyna się spirala zadłużenia, z której niektórzy nie wychodzą przez lata. A banki w tym czasie spokojnie naliczają odsetki.

Fałszywe poczucie bezpieczeństwa

Nie daj się zwieść hasłom o „50 dniach bez odsetek”. To tylko wabik. Prawda jest taka, że jeśli nie stać Cię na odkładanie pieniędzy, to tym bardziej nie stać Cię na życie na kredyt. Bo w końcu i tak musisz oddać więcej, niż pożyczyłeś.

Zadłużenie oznacza, że płacisz nie tylko za to, co kupiłeś, ale też za przywilej korzystania z cudzych pieniędzy. W praktyce – płacisz podwójnie.

Odwróć sytuację na swoją korzyść

Skoro potrafisz odkładać część wypłaty na spłatę kredytu, to dlaczego nie zacząć odkładać tych pieniędzy zanim je wydasz? Wiele banków oferuje dziś proste konta oszczędnościowe – tak zwane „oszczędności podręczne”.

To dodatkowe subkonto, na które możesz przelewać część wypłaty. Oprocentowanie takich kont zwykle wynosi 2–4% rocznie. To niewiele, ale ma jedną ogromną zaletę – w przeciwieństwie do lokaty, możesz w każdej chwili wypłacić pieniądze, nie tracąc odsetek.

Dodatkowo, przy kilku tysiącach złotych zgromadzonych na koncie, odsetki mogą pokryć Twoje miesięczne opłaty bankowe. Co ważne – te pieniądze należą do Ciebie. Nie musisz ich spłacać, nie płacisz od nich odsetek. To bank płaci Tobie.

Zamiast kredytu – nawyk oszczędzania

Na koniec mam dla Ciebie prostą, ale skuteczną radę: zacznij odkładać co najmniej 10% każdej wypłaty. Nieważne, jak mała to kwota – liczy się konsekwencja. Po kilku miesiącach zobaczysz, że pieniądze naprawdę zaczynają pracować dla Ciebie, a nie przeciwko Tobie.

Bo prawdziwą wolnością finansową nie jest możliwość zadłużania się, lecz niezależność od długu. 

 

 

piątek, 14 lutego 2025

Uwaga na nieautoryzowane transakcje płatnicze


W skutek nieautoryzowanych transakcji w roku 2024 klienci banków stracili łącznie około 500 mln zł. Oszuści stosują coraz wymyślniejsze sposoby na wyłudzenie danych do logowania do bankowości, począwszy od telefonów podszywających się pod pracowników banku czy wysyłania linków do fałszywych stron imitujących witryny instytucji finansowych. 


Coraz częstsze są nieautoryzowane transakcje płatnicze. Fot. px

Przestępczość, która kiedyś miała miejsce na polskich ulicach, teraz przeniosła się do internetu – alarmują prawnicy. Choć banki mają obowiązek zwrotu skradzionych środków, często podważają zasadność wniosku klienta. W takim przypadku poszkodowanemu pozostaje droga sądowa... 

Według statystyk przytaczanych przez prawników na stronie Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu w 2024 r. zgłoszono 334 tys. przypadków nieautoryzowanych transakcji płatniczych w bankowości elektronicznej i aplikacjach mobilnych, które zostały dokonane wbrew wiedzy lub woli właściciela rachunku. Łączne straty klientów to prawie 500 mln zł. Skala problemu rośnie wraz z rozwijającą się cyberprzestępczością. 

"Polacy coraz częściej padają ofiarami takich przestępców. Nie ma tygodnia, żeby do mojej kancelarii nie trafił klient, który stracił pieniądze, bo ktoś wyprowadził mu środki z rachunku bankowego albo zaciągnął pożyczkę bądź kredyt na jego dane. Ta kwestia sprowadza się do odpowiedzialności banku, ponieważ systemy bankowe nie są odpowiednio zabezpieczone, co skutkuje tego rodzaju sytuacjami. Banki też unikają odpowiedzialności, a to one ponoszą odpowiedzialność za brak zabezpieczeń" – mówi Karolina Pilawska, adwokat z kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci. – "Często są sytuacje, w których do klienta banku dzwoni oszust z numeru bankowego. Klient odbiera, myśląc, że rozmawia z pracownikiem banku. Brak zabezpieczeń i brak autoryzacji takiej transakcji, na przykład przelewu bankowego, prowadzi do pokrzywdzenia klienta banku, a za to odpowiedzialność ponosi bank". 

Jak informuje na swoich stronach Rzecznik Finansowy, ustawa o usługach płatniczych nie zawiera definicji „nieautoryzowanej transakcji płatniczej”. Jednak zgodnie z art. 40 ust. 1 tego aktu prawnego transakcję płatniczą uważa się za autoryzowaną, jeśli płatnik wyraził zgodę na jej wykonywanie w sposób przewidziany w umowie zawartej między płatnikiem a dostawcą usługi finansowej. Prawnicy wskazują, że problemem pozostaje interpretacja definicji autoryzacji. Banki uznają, że wystarczające jest użycie narzędzia weryfikacyjnego, by uznać transakcję za autoryzowaną. Tymczasem zdaniem prawników autoryzacja wymaga zarówno weryfikacji, jak i świadomej zgody klienta, której nie można uznać za ważną, jeśli doszło do manipulacji ze strony przestępców. 

W lutym 2024 r. prezes UOKiK wszczął postępowania wobec sześciu banków w związku z ich reakcjami w sytuacji zgłoszenia przez konsumentów nieautoryzowanych transakcji. Wcześniej takie postępowania uruchomił wobec dziewięciu instytucji. Regulator stoi bowiem na stanowisku, że prawo nakazuje bankom obowiązek zwrotu kwoty nieautoryzowanej transakcji lub przywrócenia stanu sprzed wystąpienia takiej transakcji. Bank ma na to czas do końca następnego dnia roboczego po zgłoszeniu. Wyjątkiem od tej zasady są sytuacje, w których zgłoszenie konsumenta nastąpiło później niż 13 miesięcy po transakcji lub istnieje podejrzenie oszustwa ze strony konsumenta. Wówczas bank musi zawiadomić o tym fakcie policję lub prokuraturę. 

"Banki z reguły nie zwracają środków, twierdząc, że prawdopodobnie to klient jest oszustem i to klient musi udowodnić, że jest osobą pokrzywdzoną. Więc ciężar jest przerzucany na klienta banku, a tę odpowiedzialność powinien wziąć na siebie sam bank. To prowadzi do tego, że klienci muszą, po pierwsze, złożyć zawiadomienie na policję, że padli ofiarą takiego przestępstwa, a po drugie, muszą pozwać bank i na drodze sądowej dochodzić swoich praw. Tych spraw w polskich sądach jest coraz więcej i w związku z rozwojem technologii wydaje się, że będzie ich bardzo dużo w przyszłości" ocenia Karolina Pilawska. 

Jak podkreśla, nie wszyscy konsumenci mają jednak świadomość swoich praw w takiej sytuacji: 

"Klient w procesie może dochodzić zwrotu tych środków, czyli jeżeli ktoś ukradł z konta 20 tys. zł, to jeżeli oczywiście są spełnione wszystkie przesłanki wynikające z nieautoryzowanej transakcji, ma prawo dochodzić od banku zwrotu tej kwoty. Jeżeli natomiast ktoś zaciągnął zobowiązanie na jego dane, to ma prawo dochodzić tego, żeby to zobowiązanie było uznane za nieważne, bo jeżeli on nie zaciągnął tej pożyczki czy kredytu, to dlaczego ma teraz spłacać raty" – twierdzi prawniczka. – "Ta świadomość wśród kredytobiorców i klientów banków jest bardzo, bardzo nikła. Klienci, którzy do mnie trafiają, wstydzą się tego, że padli ofiarami oszustów. Natomiast absolutnie to nie jest ich wina, wina leży po stronie tej instytucji bankowej, która nie zagwarantowała rzetelnej, właściwej obsługi i umożliwiła oszustom doprowadzenie do szkody na rzecz konkretnego klienta". 

Eksperci podkreślają, że trzeba wzmacniać świadomość klientów nie tylko na temat ich praw, ale też zagrożeń czyhających w sieci i sposobów, by się przed nimi bronić. Wśród dostępnych narzędzi jest zastrzeganie numeru PESEL, którego można dokonać łatwo za pośrednictwem aplikacji mObywatel czy Profilu Zaufanego albo w urzędzie gminy. Jeżeli konsument świadomie nie odblokuje numeru, żadna instytucja finansowa nie ma prawa udzielić kredytu czy pożyczki na ten dokument. Pomocne mogą być także alerty, które powiadomią nas w razie próby zapożyczenia się na nasze dane. 

"Jeżeli odbieramy telefon i ktoś przedstawia się jako pracownik banku, powinniśmy zweryfikować go z imienia i nazwiska, najlepiej się rozłączyć i połączyć z infolinią banku, zapytać, czy był do nas kierowany taki telefon. Absolutnie musimy się wystrzegać działania pod presją czasu, bo często oszuści, grając na naszych emocjach i zdenerwowaniu, mówią: „Szanowny kliencie, szanowna klientko, przed chwilą zanotowaliśmy próbę włamania na twoje konto, podaj dane, bo musimy to zatrzymać”" – radzi Karolina Pilawska. – "Sektor bankowy też powinien nagłaśniać ten problem. To jest to, do czego powinniśmy dążyć, plus kwestia zabezpieczeń po stronie banku i wprowadzania wielostopniowych metod zabezpieczenia w ramach obsługi klienta danego banku". 

Na podst. Newseria oprac. db





piątek, 22 listopada 2024

Cyberpolisy: Ochrona danych czy złudne poczucie bezpieczeństwa?


W dobie rosnących zagrożeń cybernetycznych, firmy coraz częściej sięgają po ubezpieczenia od ryzyka utraty danych osobowych. Jak pokazują badania, świadomość zagrożeń rośnie, ale wciąż wielu przedsiębiorców popełnia kluczowy błąd, traktując cyberpolisę jako główny środek ochrony przed atakami hakerskimi. 


Cyberpolisa nie chroni przed atakiem hakerskim. Fot. px


Rosnąca liczba incydentów cyberbezpieczeństwa

Zgodnie z raportem KPMG „Barometr cyberbezpieczeństwa” liczba firm, które padły ofiarą cyberataków, wzrosła w ciągu 12 miesięcy z 58 proc. do 66 proc. Przedsiębiorcy powinni zatem przyjąć, że prędzej czy później coś takiego przydarzy się także im, i podjąć odpowiednie środki zaradcze. Jednak pomimo tych alarmujących danych aż 65% małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) w Polsce lekceważy ryzyko wycieku danych osobowych, uznając się za niewystarczająco atrakcyjny cel dla hakerów. 

Z drugiej strony w gronie 35 proc. przedsiębiorstw, które obawiają się utraty danych osobowych w wyniku aktywności przestępców, co piąte jako przyczynę tych obaw podaje brak polisy. 

Cyberpolisa – co naprawdę oferuje?

Choć cyberpolisy są coraz bardziej popularne, to spore grono przedsiębiorców traktuje je niewłaściwie – jako jedyny sposób ochrony przed hakerami. Jednym z argumentów przemawiających za tym, że przedsiębiorstwo jest bezpieczne, jest ich zdaniem wykupienie cyberpolisy.  To błąd, który może się zemścić.

Eksperci przestrzegają, że cyberpolisa nie zapobiega atakom, a jedynie minimalizuje ich skutki. Zakres oferty jest uzależniony od towarzystwa ubezpieczeniowego. Większość zakładów ubezpieczeń pokrywa szkody, których skutkiem jest utrata danych lub koszty ich odzyskania, straty finansowe wynikające z przerw w działaniu sieci lub systemów informatycznych, czy odpowiedzialności cywilnej wobec poszkodowanych osób trzecich. Natomiast bardziej rozbudowane cyberpolisy mogą pokryć koszty kar administracyjnych nałożonych za naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych czy usług public relations w celu minimalizacji negatywnych skutków dla reputacji firmy:

"Kradzież danych osobowych może skutkować ogromnymi stratami finansowymi i reputacyjnymi dla firmy. Koszty ich odzyskania, informowania poszkodowanych czy wypłaty odszkodowań potrafią być druzgocące, zwłaszcza dla mniejszych przedsiębiorstw. Cyberpolisa nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale może pomóc złagodzić skutki kryzysu" – podkreśla Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl. 

Najpierw zabezpieczenie, potem ubezpieczenie

Eksperci podkreślają, że skuteczna ochrona przed cyberzagrożeniami wymaga przede wszystkim wdrożenia kompleksowych zabezpieczeń technicznych i organizacyjnych, takich jak szyfrowanie danych, regularne aktualizacje oprogramowania czy stosowanie kopii zapasowych. W przypadku braku odpowiednich procedur, żaden ubezpieczyciel nie zdecyduje się na podpisanie umowy. Cyberpolisa powinna być ostatnim, a nie jedynym elementem strategii ochrony danych. Firmy, które polegają wyłącznie na ubezpieczeniu, ryzykują nie tylko straty finansowe, ale i reputacyjne, które w przypadku mniejszych przedsiębiorstw mogą być katastrofalne.

Świadomość jako klucz do bezpieczeństwa

Jak zauważa Bartłomiej Drozd, każda firma przetwarzająca dane osobowe jest potencjalnym celem cyberataków. Zróżnicowana świadomość ryzyka w różnych sektorach pokazuje, jak wiele pracy edukacyjnej jeszcze przed nami. 

Cyberpolisa może być ważnym elementem zarządzania ryzykiem, ale nie zastąpi odpowiednich zabezpieczeń technicznych i procedur. Przedsiębiorcy powinni traktować ją jako uzupełnienie, a nie podstawę ochrony przed cyberzagrożeniami. W dobie rosnącej liczby ataków kluczowe jest podejmowanie działań prewencyjnych, które zminimalizują ryzyko i potencjalne skutki incydentu.

Newseria, oprac. db



sobota, 15 lipca 2023

Dolar spadł poniżej 4 zł


Kurs dolara przebił psychologiczną barierę 4 zł. Tak tani nie był od lutego 2022 roku. Pozytywne nastawienie inwestorów do rynków wschodzących, takich jak Polska, trwa od października ubiegłego roku. Ten globalny czynnik odpowiada za większość umacniania się naszej waluty. 

Swoją rolę odegrały też wyraźne jesienią różnice w poziomie stóp procentowych między głównymi rynkami a Polską, dodatni od początku roku bilans handlowy i dobre wyniki gospodarki. Zdaniem Andrzeja Stefaniaka, ekonomisty DMK, trend umacniania się złotego w kolejnych miesiącach, a nawet kwartałach będzie kontynuowany. 

 

 

"Czynniki makroekonomiczne, otoczenie, sytuacja międzynarodowa sprawiają, że złoty jest w długoterminowym trendzie umocnienia i prawdopodobnie ten trend będzie trwał" – mówi Andrzej Stefaniak, ekonomista DMK. – "Będziemy w kolejnych miesiącach, kwartałach obserwować coraz niższe notowania walut w stosunku do złotego, czyli złoty będzie coraz silniejszy. Jest to bardzo dobra informacja dla każdego z nas, ponieważ oznaczać będzie to, że będą coraz niższe ceny, np. benzyny na stacjach benzynowych, a polscy eksporterzy będą zachowywali marże, ponieważ główna siła złotego idzie w stosunku do amerykańskiego dolara. Przed polską gospodarką dość dobre perspektywy na to, żeby ożywienie gospodarcze, które się pojawia, było trwałe i żeby wyniki gospodarcze w kolejnych kwartałach były lepsze niż w prognozach, które znamy na początku lata". 

Po inwazji Rosji na Ukrainę 24 lutego 2022 roku na globalnych rynkach nastąpiła panika, która spowodowała odwrót od bardziej ryzykownych aktywów, za jakie uważane są akcje i obligacje rynków wschodzących. Polskę dodatkowo obciążał fakt, że stała się krajem przyfrontowym. Kurs złotego osłabił się błyskawicznie z okolic 4 zł do 4,50 zł za dolara, a w kolejnych miesiącach, choć z korektami, kontynuował trend spadkowy, by w I połowie października dotknąć granicy 5 zł. Jak się jednak okazało, był to punkt zwrotny. Od tej pory sentyment risk-on powrócił na globalne rynki, inwestorzy zaczęli szukać aktywów o wyższych stopach zwrotu, co przełożyło się nie tylko na zainteresowanie polskimi akcjami i obligacjami, ale też na przykład na ponowne zainteresowanie spółkami technologicznymi. W przypadku kursu USD/PLN oznaczało to powolny powrót do granicy 4 zł i jej przebicie w środę 12 lipca. W czwartek 13 lipca ruch ten postępował.

"W pierwszej kolejności mamy globalną tendencję na amerykańskim dolarze" – tłumaczy przyczyny takiego zachowania kursu Andrzej Stefaniak. – "Jeżeli amerykański dolar się globalnie osłabia w stosunku do waluty europejskiej, jak ma to miejsce teraz, to występuje presja na to, żeby kapitał ze Stanów Zjednoczonych szukał stopy zwrotu m.in. tutaj, na rynku krajowej waluty, dlatego też złoty się umacnia. To jeden z głównych czynników, ja daję około 80 proc. wagi w ciężarze umocnienia złotego właśnie temu międzynarodowemu czynnikowi. Dodatkowo obserwujemy zjawisko, jakim jest wyższa stopa procentowa w Polsce niż w Stanach Zjednoczonych, strefie euro czy Wielkiej Brytanii, a to daje dodatkową premię tym wszystkim, którzy kupują złotego. Polska gospodarka zachowuje się generalnie lepiej niż w krajach Europy Zachodniej, to także jest wielkim czynnikiem, który sprzyja złotemu. Plus mamy nadwyżkę na rachunku bieżącym, co oznacza, że więcej waluty międzynarodowej do Polski wpływa, niż wypływa". 

 


 

Kurs dolara do złotego jest silnie skorelowany z kursem dolara do koszyka najważniejszych globalnych walut, wśród których największą wagę ma euro, a następne w kolejności są jen, frank szwajcarski, funt brytyjski, dolar kanadyjski i szwedzka korona. Złoty nieco mocniej reaguje, zarówno in plus, jak i in minus.

RPP rozpoczęła cykl podwyżek stóp procentowych w październiku 2021 roku, podczas gdy Fed zaczął podnosić stopy dopiero w marcu 2022 roku, a EBC jeszcze później, dopiero pod koniec lipca 2022 roku. W efekcie stopy procentowe na obu tych rynkach były (i wciąż są, choć różnica się zmniejsza) wyraźnie niższe niż w Polsce. I to mimo że RPP ostatni raz podniosła stopy procentowe we wrześniu 2022 roku (choć oficjalnie zakończyła cykl podwyżek dopiero w lipcu 2023 roku), kiedy to stopa referencyjna osiągnęła dzisiejszy poziom 6,75 proc.

"Ten czynnik miał bardzo duże znaczenie mniej więcej rok temu, kiedy różnica, czyli tzw. dysparytet między tym, co się dzieje w stopach procentowych w Polsce czy też w Stanach Zjednoczonych, był jeszcze bardziej korzystny na rzecz krajowej waluty. Dzięki temu złoty nie był aż tak bardzo przeceniany, jak to było w 2022 roku" – mówi ekonomista DMK. – "Natomiast ten dysparytet, który doprowadził do tego, że inwestorzy zaczęli jednak kupować polskiego złotego, sprawia, że różnice w oprocentowaniu nie są już teraz aż tak bardzo istotne z tego powodu, że inwestorzy zagraniczni już posiadają krajową walutę".

Newseria, oprac. db